Coś więcej niż Holy Machine

niedziela, 07-03-2010

    Ładnie ironiczny fragment powieści Philipa Dicka „Galaktyczny druciarz”. Mam tylko pewne wątpliwości do tłumaczenia, bo słowa „ksiądz” i „kapłan” w poniższym fragmencie wydają mi się porozmieszczane niezbyt logicznie. Ale to może kwaśny żart samego Dicka, wieszczącego w przyszłości postępujące zamieszanie w sferze religijnej.
    W każdym razie bohater z kłopotami, czekając na kosmodromie pasażerskim na odlot rakiety, udaje się do automatu, udzielającego przez telefon zmechanizowanych porad religijnych:
    Wstał nagle i przeszedł poczekalnię w kierunku budki Księdza. Usiadłszy w środku włożył monetę do otworu i wykręcił przypadkowy numer. Znacznik zatrzymał się na Zen.
    – Wyznaj mi swe problemy – powiedział Ksiądz starym głosem z nutą współczucia. Mówił powoli, jakby mu się wcale nie spieszyło. Jakby był ponadczasowy.
    Joe oznajmił:
    – Nie pracowałem od siedmiu miesięcy, a teraz dostałem robotę poza systemem słonecznym. Obawiam się tego. Co będzie, jeśli nie podołam? Jeśli już straciłem swe umiejętności?
    Nadpłynął ku niemu pełen otuchy głos Księdza:
    – Pracowałeś i nie pracowałeś. Nie robienie niczego jest najcięższą pracą.
    Oto, co mnie spotyka za wykręcanie numeru zen, powiedział sobie Joe. Zanim Ksiądz zdołał coś dodać, przełączył go na etykę purytańską.
    – Bez pracy – powiedział Ksiądz o wiele dobitniejszym głosem – człowiek jest niczym. Przestaje istnieć.
    Joe szybko wykręcił rzymski katolicyzm.
    – Bóg w swej miłości przyjmie cię do siebie – oznajmił Ksiądz słodkim głosem. – W jego ramionach jesteś bezpieczny. On nigdy…
    Joe wybrał Allacha.
    – Zabij swego wroga – nakazał Kapłan.
    – Nie mam wrogów – stwierdził Joe – z wyjątkiem własnego przemęczenia i strachu przed klęską.
    – To są wrogowie – potwierdził Kapłan – których musisz pokonać w świętej wojnie; musisz okazać się mężczyzną, a prawdziwy mężczyzna to wojownik, który oddaje ciosy – głos Księdza brzmiał gniewem.
    Joe wytypował judaizm.
    – Garniec marsjańskiej zupy gąsienicowej… - rozpoczął Ksiądz miękko, ale Joemu skończyły się pieniądze.

    (przeł. Cezary Ostrowski, Poznań 1996, s.51-52)
    Dialog międzyreligijny nie jest rzeczą lekką :) . A swoją drogą – o ile ten fragmencik więcej daje do namysłu, niż zapowiadana instalacja Kamili Szejnoch „Holy Machine”, która miała stanąć na Dworcu Centralnym, ale władze PKP wycofały zgodę (do czego rozsądny, jak mi się zdaje, komentarz, zamieścił na swoim blogu Szymon Hołownia).

Biblioteka odc. XXXIV

wtorek, 02-03-2010

Idzi wciąż idzie

wtorek, 02-03-2010

Słowo na niedzielę?

niedziela, 28-02-2010

Baśń z “Więzi”

środa, 24-02-2010

Tymczasem się nie usłyszymy

poniedziałek, 22-02-2010

O niespłaconych hipotekach i prawie do głosu

czwartek, 18-02-2010

W Trójce

poniedziałek, 08-02-2010

Świetna akcja

czwartek, 04-02-2010

Nardelli

poniedziałek, 01-02-2010