Biblioteka – odc. XXII
Już bardzo dawno nie było kolejnego odcinka Biblioteki (Jarosław Klejnocki wytrwale się o nowy upomniał, merci), a przecież odgrażałem się, że mam w zanadrzu dziewięćdziesiąt dziewięć ulubionych wierszy. Niech więc będzie teraz dwudziesty drugi, estetycznie – przyznaję – nieco kontrowersyjny.
Tadeusz Miciński: Bądź zdrowa!…
Bądź zdrowa! [jak dziwnie brzmi dzwon!]
Bądź zdrowa! [lecą liście z drzewa...]
Bądź zdrowa! [miłość jest jak zgon...]
Bądź zdrowa! [wiatr złowrogi śpiewa...]
– Już nigdy! –
Rwie serce Twój płacz!
– Wydarł się z piersi niespodzianie,
– żegnam Cię – trzeba – i Ty Boże racz –
– litości!… – –
W konie!… Chryste Panie.
Ja właściwie nie jestem pewien, czy lubię ten wiersz. Ma on mnóstwo wad swojej epoki: jest tak patetyczny, że prawie nie do zniesienia. I jego autor zacznie być mi bliski, kiedy pomiesza ton serio z tonem buffo, podkręci jeszcze bardziej swoją histerię w rejony, gdzie powaga jest o włos od najpiekielniejszego komizmu (według sformułowania jego ucznia, Witkacego), co stanie się około roku 1905, czyli trzy lata po opublikowaniu tomu „W mroku gwiazd”, gdzie Bądź zdrowa!… można znaleźć.
Z drugiej strony jednak: te pożegnalne inkantacje zapamiętałem bodaj już po pierwszej lekturze. I, muszę przyznać, nie tylko natrętnie mi kołaczą po głowie w najbardziej nieoczekiwanych i niestosownych momentach, to jeszcze skleiły mi się w wyobraźni z sekwencją jakiegoś nieistniejącego filmu. Widzę wyraźnie opisane tu rozstanie. Tę szlochającą parę. W wietrze i ulewie odgarniają z mokrych policzków kosmyki, nie wiadomo, co łza a co kropla deszczu, pod przyginanymi do ziemi konarami drzew, potem błoto spod kopyt karego ogiera (jak szaleć, to szaleć), muzyka co najmniej z I koncertu fortepianowego Czajkowskiego (z części pierwszej), napisy końcowe. Krótko mówiąc: wiersz jest sugestywny.
A przy tym (teraz poważniej): jak na początek dwudziestego wieku mamy tu do czynienia z intrygującym wielogłosem w obrębie poezji (z natury raczej monofonicznej, jak twierdził Bachtin). W pierwszej strofie powtarzanemu pożegnaniu towarzyszą jakieś słowa wewnętrzne, przecież realnie niewypowiedziane, komentarze czy językowe ekwiwalenty uczuć być może stłumionych – to „bądź zdrowa” na ich tle wydaje się dość oszczędne w ekspresji. W drugiej zaś strofie mamy wręcz ewidentny dialog i to interesująco (niech mi poeta wybaczy tę zimną uwagę) naśladujący mowę potoczną, jej pogwałcenie praw gramatyki języka pisanego: te eliptyczne (czyli niedokończone) „trzeba – i Ty Boże racz – litości” składają się w jedność emocjonalną, ale nie składniową. Plus jeszcze subtelne dziwactwo na koniec: po serii wykrzykników (dziewięć w ośmiu wersach) spodziewałbym się kilku dodatkowych w puencie, to powinno być co najmniej: „Chryste Panie!!!”, o ile nie „Chryste Panie!!!!!!” (boć bohater wiersza najwyraźniej odjeżdża z „najdosłowniej pękającym sercem”, jak to napisze tenże Miciński w jawnie już tragi-komicznej Nietocie). A tymczasem po „Chryste Panie” następuje kropka. Krzyk zdławiono. Pozostał szept.
Jak rozstajemy się na zawsze dziś, sto lat później? Zapewne unikamy overstatement, czyli ekspresji wyciśniętej ze słów do maksimum, pozostajemy raczej w rejestrze understatement, czyli mówienia głosem przyciszonym, z miną pokerową. Ewentualnie, żeby ból duszy uwidocznić, sypniemy jakimś grubym słowem. Nie narzekam; stwierdzam.
Poszukującemu odpowiedzi na to pytanie Andrzej Walczak podsunął swoją, uwspółcześnioną wersję utworu.
Andrzej Walczak: Z Micińskiego
Co miałem powiedzieć? Cześć? – Zamknęła się w łazience.
A może: Do widzenia? – Ale nie chciała mnie widzieć.
Albo: Żegnaj? – To jak w złym romansie.
A może po prostu: Wychodzę?
Już nigdy nie miałem tu mieszkać. Zarzuciłem plecak
(chodziłem z nim po górach, kiedy byliśmy razem)
I wymknąłem się chyłkiem, myśląc, że tak najlepiej
(Jak w szpitalu, za parawanem).
Bardzo chciałem czuć, że gdzieś jesteś, ale
Cię nie zawołałem.
Ponieważ ostatni odcinek Biblioteki ukazał się w czerwcu, oto linki do poprzednich wierszy:
Odcinek XXI – Wisława Szymborska: Kot w pustym mieszkaniu
Odcinek XX – Jacek Podsiadło: Nie teraz jestem szczęśliwy
Odcinek XIX – Maurice Maeterlinck: Cieplarnia
Odcinek XVIII – Krzysztof Gąsiorowski: Z liści
Odcinek XVII – Jarosław Klejnocki: Zaprzysiężony
Odcinek XVI – Stanisław Barańczak: Żeby w kwestii tej nocy była pełna jasność
Odcinek XV – Jan Kochanowski: Na poduszkę
Odcinek XIV - Paul Celan: Z listem i zegarem (i tam linki do odcinków I - XIII)
