O Radiu Maryja w „Więzi”

    Zgodnie z obietnicą, którą złożyłem w dyskusji pod wpisem Coś optymistycznego, w zakładce EKS POST zamieszczam w całości felieton o Radiu Maryja (pt. Uzasadnienie niezgody), opublikowany w najnowszym, październikowym numerze „Więzi”. Żeby nie skłamać: starałem się go tak napisać, żeby mogła to być moja ostatnia wypowiedź na temat rozgłośni, którą w końcu aż tak bardzo się nie pasjonuję; ale jestem oczywiście ciekaw Państwa głosów, a jeśli ktoś mnie sprowokuje do riposty, to przecież jej sobie nie odmówię :)
    A skoro już „jestem przy głosie” (dość to niezręczne połączenie dwóch tematów, ale tydzień rysuje mi się znów pracowicie i nie wiem, kiedy znajdę czas, żeby usiąść do tej strony, a sprawa jest świeża i ważna): bardzo dziękuję wszystkim, którzy podczas swojej sobotniej wizyty w Trójce byli tak mili, by podejść do mojego stolika, zagadać, a nawet poprosić o autograf lub zaproponować wspólne zdjęcie. Długość kolejki przed siedzibą naszego radia zrobiła na mnie ogromne wrażenie; naprawdę nie spodziewałem się aż takiej frekwencji podczas naszego Dnia Otwartego (moje koleżanki i moi koledzy, o ile się nie mylę, również nie). Przynieśliście nam Państwo ogromną porcję dobrej energii. Aż chce się dalej pracować. Jeszcze raz proszę przyjąć serdeczne podziękowanie.

34 razy skomentowano wpis “O Radiu Maryja w „Więzi””

  1. Piotr W napisał(a):

    Witam!
    Ale się zapewne Panu dostanie w najbliższych ,,Rozmowach Niedokończonych” od Jerzego Roberta Nowaka. :-)
    Co do RM, nic dodać , nic ująć, myslałem tylko, że będzie więcej przykładów,(choćby własnych) bo Pan też parę razy ,,oberwał” na antenie.
    Też mnie boli, że stawia na swoim sztandarze religię z którą się identyfikuje. Teraz moje zdanie.
    Mówić, że żydzi są źli radio to nie powinno i nie może mówić, to jasne.
    Nie odmawiajmy jednak temu radiu prawa do mówienia, że UE to dziadostwo ,tu staje w obronie wolności słowa.
    Nie każdy kto ma negatywny stosunek do UE jest od razu przyjacielem RM. Sprzeciwiam się zbyt łatwemu i niesprawiedliwemu założeniu, że każdy, kto jest przeciwnikiem UE (federacyjnemu państwu, któremu na imię Unia Europejska, a nie jakiejkolwiek ekonomicznej i gospodarczej wspólnocie czy konfederacji państw) żeby była jasność, czy przeciwnikiem socjalizmu, jest jednocześnie nacjonalistą, faszystą, homofobem i na pewno słucha RM, które służy mu za krynicę mądrości.
    RM reprezentuje to skrzydło kościoła katolickiego, od którego jestem jak najdalej. To skrzydło, które próbuje pogodzić religię chrześcijańską z socjalizmem i z demokracją. Co pogodzić się po prostu nie da.
    Tyle ode mnie.
    Dziękując, zapytam jeszcze czy będąc w tym tygodniu w Bydgoszczy przewiduje Pan spotkanie z czytelnikami jak chociażby w przypadku ,,Czekania cudu”?
    Kłaniam się
    Piotr W

  2. Jerzy Sosnowski napisał(a):

    @ Piotr W.
    Co do spotkań z czytelnikami w związku z premierą “Instalacji Idziego” - jeszcze nie znam żadnych szczegółów. Kiedy je poznam, dam znać na tej stronie.
    Natomiast przy lekturze Pana komentarza osłupiałem: czy dobrze rozumiem, że Pana zdaniem RM próbuje godzić chrześcijaństwo z socjalizmem i demokracją?! Nie przesadził Pan z dezynwolturą?
    Nawiasem mówiąc: chrześcijaństwo z lewicowością nie wyklucza się, moim zdaniem, co można sprawdzić, czytając późnego Brzozowskiego, a też Jana Strzeleckiego, dzienniki Francois Mauriaca czy “Rodowody niepokornych” Bohdana Cywińskiego (jakiejkolwiek ewolucji nie przeszłyby poglądy autora tej ostatniej książki…); z demokracją chrześcijaństwo również może doskonale koegzystować, by przywołać jedynie koncepcje Ojców Założycielki UE - chadeków, jak by nie było - czy, z drugiej strony, organizacyjną stronę reguły dominikanów, stanowiącą prawdopodobnie jedno ze źródeł europejskich procedur demokratycznych…
    I jeszcze jedno: mój felieton nie był skierowany przeciwko krytykom Unii Europejskiej, a przeciwko przedstawianiu na antenie RM poglądów nacjonalistycznych jako katolickich. Rzecz jasna nie odmawiam nikomu prawa do krytykowania UE czy jakiejkolwiek innej struktury politycznej, pod tym oczywistym warunkiem, żeby nie przekręcał faktów. Ale akurat radiomaryjna krytyka UE na ogół tego ostatniego warunku nie spełnia, osadzona jest moim zdaniem w opisanej - bardzo mi niesympatycznej - tradycji politycznej i w dodatku prezentowana jest jako pogląd obowiązujący katolika, co należy jasno określić jako wierutne kłamstwo.
    Pozdrawiam serdecznie, za dobre słowo na początek - dziękuję.
    JS

  3. Jarosław napisał(a):

    Panowie monitorujecie RM, RM monitoruje GW, a mnie te wszystkie podziały na “nacjonalistów” i “nienacjonalistów”, na “Polskę Jagiellonów” i “Polskę Piastów” już po prostu nudzą. Nudzą, bo nie odpowiadają czasom w jakim żyjemy i współczesnym wyzwaniom. Dzisiaj (tuż po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego) trzeba koniecznie zdefiniować na nowo rolę Polski w Europie i w świecie. Nie zrobimy tego obracając się ciągle w zaklętym kręgu podziałów rodem z dwudziestolecia międzywojennego. Pozdrawiam i życzę lepszych kaznodziejów (sobie też) - JJ

  4. Piotr W napisał(a):

    Odpowiedź moja.
    Uważam, że chce godzić stając się zbrojnym ramieniem jednej z opozycyjnych partii politycznych(nazywającej się prawicową, a bardzo socjalną w gruncie rzeczy). Tu oczywiście można przytoczyć odwieczny i niekończący się spór czy Chrystus był pierwszym rewolucjonistą, socjalistą i lewicowcem, z czym się nie zgadzam, wystarczy lektura Pisma Świętego w dobrym pallotyńskim przekładzie.
    Socjalizm trudno pogodzić z religią chrześcijańską, moim zdaniem z co najmniej z dwóch powodów. Gdy wychodzę z kościoła i widzę żebraka u drzwi to ja, decyduje czy wesprzeć go materialnie czy nie. W socjalizmie tak jest niestety że o tym czy mam wesprzeć tego żebraka nie decyduje ja i moja etyka, tylko decyduje ktoś inny (najczęściej nasłany przez tego żebraka). Uważam to za wystąpienie przeciwko siódmemu przykazaniu.
    Socjalizm aby trwał musi bez przerwy poszukiwać wroga. Nie ważne czy to wróg rasowy, klasowy religijny, etniczny(w XX wieku socjalizmy narodowy i komunistyczny szukały wrogów). RM ewidentnie szuka wroga. Na własne uszy słyszałem kiedyś jak Bogusław Wolniewicz (swoją drogą znakomity niegdyś uczeń Czeżowskiego) mówił na antenie że UE spisek germańsko- hebrajski. Czy to nie jest szukanie wroga? Smutne że ludzie z takim dorobkiem wypowiadają takie słowa. Chrzescijanstwo chyba polega na szukaniu przyjaciół i to przyjaciół Jezusa Chrystusa, który powiedział że ,, kto nie jest przeciwko mnie ten jest ze mną”.
    Socjalizm wypracował bardzo niejasny termin ,,sprawiedliwość społeczna”.
    jesli jest ona sprzeczna ze sprawiedliwością chrzescijanską w którą wierzę to jestem jej przeciwny.
    Ja przynajmniej tak to rozumiem, może błędnie.
    Pogodzić z demokracją w rozumieniu takim, że kościół był i jest wspaniały przez to że zawsze próbował bronić się przed demokracją. Ktoś trafnie zauwazył że są dwie instytucje w których nie ma demokracji a które cieszą się największym społecznym autorytetem (kościół i wojsko)
    Poza tym każdy chrześcijanin modli się o Królestwo Boże na ziemi (ustrój absolutnie niedemokratyczny) a nie o Republikę Bożą na ziemi i modli się do Chrystusa, króla wszechświata a nie do Chrystusa prezydenta, wybranego w demokratycznych wyborach.
    Kosciół jest wspaniały, przez to, że jest ten co mówi i ten co słucha, Ten ,który wisi na krzyżu i ci którzy mu się kłaniają, dobrze się w nim czuję ja i nie tylko pewnie ja, gdy nie czuje tam oddechu demokracji, równouprawnienia, parytetu itp. ,może to śmieszne.
    Ma pan rację że RM krytykując UE używa metod nie fair(nie wiem kto w tym radio to wymyślił, 12 gwiazd na fladze symbolizujących 12 pokoleń Izraela). Jednak jak napisałem wcześniej nie trzeba być odbiorcą tego medium a wystarczy mieć choć trochę liberalno konserwatywne poglądy aby być przeciwko wszelkim bytom kolektywnym tego typu nie ważne czy nazywają się Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, Radzieckich czy jakichkolwiek. Oczywiście nie jestem przeciwko jakimkolwiek związkom, na podobieństwo EWG na przykład.
    Jacques Delord, przewodniczący komisji europejskiej czy parlamentu europejskiego powiedział kiedyś(zapewne w przypływie szczerości), że rzeczywistym powodem powstania UE jest wypowiedzenie wojny ekonomicznej Stanom Zjednoczonym. W organizacji, która bez konkretnych powodów wypowiada komukolwiek wojnę nie chcę być.
    Z wieloma rzeczami Pan się tu nie zgodzi zapewne, najważniejsze jak to ktoś powiedział pięknie się różnić.
    Uważam, że nie trzeba atakować RM, aby marginalizować jego wpływy, wystarczy zrobić mu dobrą konkurencję na rynku, nie wiem czy działa jeszcze bardzo dobre swego czasu ,,Radio Józef”, większość diecezji ma juz swoje rozgłośnie, parafie w dużych miastach pewnie też, są pewnie i radia internetowe parafii, a i polskie radio ma radakcję katolicką, niech robi konkurencję. Zapraszają dobrych fachowców od teologii, historii kościoła, biblistów, chrzescijanskich moralistów, zapraszajmy jeszcze lepszych. Tylko rynek może tu zadziałać, państwo tu się nie sprawdzi i jego represyjne metody, bo tylko rozjątrzą konflikt.

    W sprawie ,,mistrza mowy polskiej”, cała Bydgoszcz i Toruń poobklejane plakatami, urzędy, wydziały uniwersyteckie,słupy ogłoszeniowe. Życząc czempionatu Panu, zadowolony będę też jak wygra Tomasz Zimoch(PR się obroni), przewrotnie może sądzę, ze mówić i nie wyglądać jest o wiele trudniej niż mówić i wyglądać, (nie wiem czy Pan się zgodzi)
    Nie zdziwię się jak wygra Andrzej Person, zadziała patriotyzm lokalny, bo niby impreza ogólnopolska ale chyba w kuj - pom najbardziej rozreklamowana (może się mylę)
    Strasznie długo za co wypada przeprosić, pewnie irytacja innych komentatorów dochodzi do zenitu w przy tak dlugich wpisach.
    Piotr W

  5. tamizdat napisał(a):

    @Piotr W
    Socjalizmowi - czy to w sosie narodowo-dewocyjnym czy wolnomyślicielsko- postępowym - zdecydowane “nie” :-) Zawsze uważałem, że RM i GW nie dzieli znowu tak wiele, to jak dwie strony tej samej lichej monety. Jedne i drugie medium ma raczej wyznawców niż zwolenników. I tu i tam nie przeczytam i nie usłyszę niczego co mnie zaskoczy, wszystko do bólu przewidywalne, a że przedstawione z tym czy tamtym sposobem retorycznym lub erystycznym to sprawa trzeciorzędna. Inną sprawą jest wielkość oddziaływania i szkód, które oba te podmioty powodują. Tutaj symetria się kończy.
    Pozdrawiam

  6. Ariel napisał(a):

    Z przydługiej i mglistej wypowiedzi Piotra W. zrozumiałem, że w socjalizmie rządzą żebracy, nasyłający na niewinnych katolików jakieś mroczne i złowieszcze siły. Bardzo ciekawa teoria.

  7. kw napisał(a):

    To przyjdę na spotkanie autorskie i zapytam: “Panie Jerzy, Pan tak na poważnie z tym katolicyzmem…?” albo wymyślę jakieś nowe pytanie.

  8. Piotr W napisał(a):

    Szanowny Panie komentatorze Ariel!
    Nie zrozumiał Pan chyba co napisałem, chciałem wskazać, że chrześcijaństwo trudno pogodzić z socjalizmem,przez właśnie stosunek do żebractwa, którego chrześcijaństwo nie potępia (żebrak w jednej chwili może stać się bogatym i na odwrót, i chyba chrześcijaństwu jest potrzebne jako swego rodzaju katalizator) Na kartach Testamentu nie znalazłem potępienia.
    Socjalizm chce zlikwidować żebractwo, co jak historia pokazała sprawia że wszyscy nimi się stają.
    W takim ustroju jak jeden człowiek chce swoją własność przekazać drugiemu człowiekowi to potrzebuje na to zgody trzeciego człowieka.
    Nie napisałem że rządzą żebracy (sam mogę nim jutro zostać) chciałem tylko podkreślić że biedny w socjalizmie jak czegoś chce to może zmówić się z drugim biednym i nasłać państwo na nie-biednego i już ma co chciał. Wskutek tego w niedługim czasie wszyscy trzej stają się równi pod względem ekonomicznym (rzecz jasna równi w ubóstwie, bo chyba nie w bogactwie)Dziś nie trzeba wrogów rasowych czy klasowych. Wrogiem jest ten co jest bogatszy, mądrzejszy, bardziej zaradny.
    Jak napisałem wczesniej nie da się pogodzić przez stosunek do wolności, własności (dla chrześcijanina rzecz święta, w socjalizmie nie koniecznie)
    budowanie raju, (w socjalizmie na ziemi, odwrotnie niż raju niebieskiego), przede wszystkim zaś stosunek do siódmego przykazania. Każdy socjalizm walczy z religią bo nie znosi żadnej władzy poza sobą (szczególnie duchowej w którą nie wierzy).
    Ale dziękuje za zwrócenie uwagi i pozdrawiam
    Piotr W

  9. Faryzeusz napisał(a):

    główne wyzwanie dla Polski można sobie zobaczyć tutaj:
    http://tomaszmazur.eu/projekty/dlugpubliczny

    Pan Tamizdat jest równie przewidywalny.

    Pan Piotr W.
    chyba zmierza do stwierdzenia, iż socjalizm jest religią (a nie można w kilka wierzyć na raz (?)).
    To może być prawda, ale nie musi, zależy od wersji socjalizmu. Komunizm ewidentnie religią był, ale socjaldemokracja już moim zdaniem nie jest.
    Religią nazwałbym taką doktrynę, która wiarę w siebie przedstawia jako główny warunek bycia dobrym człowiekiem (taką definicję sobie wymyśliłem). I wedle tej definicji niektóre ruchy, nie nazywające się religiami, ja bym do religii zaliczył, np. feminizm zwłaszcza wojujący z religią (co jest moim zdaniem nieodmiennym objawem bycia religią).

    Jeśli doktryna zwalcza istniejące religie, to najwyraźniej usiłuje je zastąpić.
    Innymi słowami religijnym człowiekiem nazwałbym takiego, który wierzy w istnienie wyróżnionej doktryny.

  10. Jerzy Sosnowski napisał(a):

    @ Piotr W
    Szanowny Panie Piotrze,
    Myślałem że „strzymam”, ale nie dałem rady :)
    Muszę się wtrącić jako rzecznik faktów, które w Pana słowach – mówiąc najgrzeczniej – nie znalazły odzwierciedlenia. To będą same cytaty, bez komentarza, bo chyba zbędny.
    Pisze Pan (zwracam uwagę na użycie wielkich kwantyfikatorów): „Każdy socjalizm walczy z religią, bo nie znosi żadnej władzy ponad sobą”.
    No to posłuchajmy słów socjologa Jana Strzeleckiego, socjalisty jak najbardziej: „Jeśli [chrześcijanie] zasadę, z której wyprowadzili swe poczucie, że los prześladowanego jest ich odpowiedzialnością, nazywali Bogiem, przyświadczaliśmy ich Bogu jako symbolowi źródeł człowieczeństwa (…). Chrześcijaństwo stało w poprzek samoubóstwienia partii, państwa, narodu, w poprzek etykom zmilitaryzowanych kolektywów (…). Było szkołą koniecznej odpowiedzialności za własne indywidualne życie. (…) Szanowaliśmy źródło tego wzoru, widząc w nim redutę podobną do naszej. Stosunek ten trwa do dziś i dlatego wzruszamy ramionami, gdy szacunek do religii ktoś nazwie uległością wobec fideizmu”. (Jan Strzelecki, Próby świadectwa, w: Ślady tożsamości, Warszawa 1989, s.178-180, tekst pisany w latach 60. XX wieku).
    Pisze Pan: „biedny w socjalizmie jak czegoś chce to może zmówić się z drugim biednym i nasłać państwo na nie-biednego i już ma co chciał”.
    No to posłuchajmy przestróg jednego z klasyków polskiej myśli lewicowej, Edwarda Abramowskiego, napisanych w roku 1907: „w państwie demokratycznym kolektywnym, gdzie rząd będzie gospodarzem ziemi i przemysłu, tak znaczna część społeczeństwa będzie bezpośrednio zależna od rządu, (…) że w takim społeczeństwie, nawskroś biurokratycznym, zdobycie się na opozycję wobec rządu i przeprowadzenie pomyślne tej opozycji byłoby niesłychanie trudne. W tej ciężkiej, koszarowej atmosferze, w tym życiu, przesiąkniętym wszędzie pierwiastkiem urzędniczej dyscypliny i służalstwa względem władzy, wykonywanie wolności obywatelskich byłoby prawie fikcyjne. (…) Rzecz jasna, że postawiona w ten sposób sprawa wyzwolenia klas pracujących staje się ironią, policzkującą te klasy, sfałszowaniem ich ideałów i dążeń dziejowych. Wspólność ekonomiczna, wspólność bogactw i zdobyczy kultury, stając się dziełem rąk policyjnego państwa, staje się zarazem rozszerzaniem niewoli, tak niezgodnym z potrzebami i rozwojem dzisiejszego człowieka” (Idee społeczne kooperatyzmu, bez daty i miejsca wydania [reprint z 1985], s.36-38).
    Na ten sam temat (omnipotencji państwa i przeciwstawionego jej ideału samorządności, obecnego w nie zmutowanej przez komunistów tradycji socjalistycznej) warto również przeczytać dłuższy wywód w książce Andrzeja Mencwela: Etos lewicy, Warszawa 1990, s.92-112.
    Podobnie, proszę wybaczyć, wygląda reszta myśli, które Pan przedstawia na temat „chrześcijaństwo a socjalizm”, łącznie z tezą, że dla chrześcijaństwa własność jest rzeczą świętą (od kiedy? I skąd się zatem wzięły średniowieczne dyskusje o tym, czy trzos z pieniędzmi posiadał Jezus z Apostołami na spółkę, czy też nie; dyskusje, które rzeczowo przedstawia Umberto Eco w „Imieniu róży”?).
    Innymi słowy: wszystkim nam tzw. realny socjalizm obrzydził tradycję lewicową, bardziej lub mniej. Ale jeśli się nie pozostanie na poziomie wiedzy (?) potocznej, ale poczyta trochę źródeł, dojdzie się łatwo do wniosku, że odbyło się to dzięki nieuprawnionemu zawłaszczeniu wielonurtowej myśli socjalistycznej przez politruków spod znaku sierpa i młota. I że rację miał Francois Mauriac, pisząc, że powiązanie chrześcijaństwa z myślą PRAWICOWĄ było jedną z największych tragedii i jednym z największych nieporozumień w dziejach naszej religii…
    Proszę wybaczyć stanowczość tej polemiki: Amicus Plato sed magis amica veritas, jeśli dobrze pamiętam łacińską sentencję. Pozdrowienia – JS
    PS. Napisałe to wszystko, wbrew pozorom, nie jako entuzjasta socjalizmu - mam do tradycji lewicowej stosunek skomplikowany, słodko-kwaśny - ale z lojalności do “prawdy materialnej”…

  11. Aguirre napisał(a):

    Odnośnie cytatu z Mauriaca chciałbym jeszcze dodać, że moje obrzydzenie budzą (dość skuteczne na poziomie społecznym) próby zawłaszczenia przez prawicę pojęć: ojczyzna, patriotyzm, polskość, honor, Bóg. Gdy ktoś-gdzieś-jakoś deklaruje, że te pojęcia są dla niego ważne, automatycznie uważany jest za (co najmniej) młodzieńca wszechpolaka.

  12. tamizdat napisał(a):

    Pan Faryzeusz za to, co stwierdzam bez podtekstów, często bywa nieprzewidywalny, jest wręcz przewidywalne, że będzie nieprzewidywalny.
    Szanowny Pan w godnym pochwały dążeniu do oryginalności płaci cenę bycia niestandardowym tam, gdzie wystarczy być banalnym.
    Pozdrawiam Pana z nieodmiennym szacunkiem i nieraz podziwem - Tamizdat

  13. Piotr W napisał(a):

    Chciało by się powiedzieć w takiej sytuacji ,,Masz czego chciałeś Grzegorzu Dyndało”. spróbuję choć pobieżnie odpowiedzieć. Z uwagi, że odpowiedź może trochę długa, wysłałem ją na Pański onetowy adres, mailowy, tylko żeby frustracja komentatorów, przez jej rozmiar do gwiazd nie sięgnęła.
    Dziękuję
    Piotr W

  14. kw napisał(a):

    Wymyśliłem nowe pytanie:

    “Panie Jerzy, jak by się Pan ustosunkował do tzw. cudu w Sokółce?”

    mogę też dodać:
    “Bo Kościół Rzymsko-Katolicki w Polsce twierdzi, że się “przygląda”"

    Ja osobiście słysząc o takich rzeczach mogę skwitować to tylko staropolskim: “No k… !” (swojska wersja angielskiego skrótu “WTF?”)

    Nie jest to - wbrew pozorom - pusta złośliwość. Rozmawiacie Państwo o socjalizmie i komunizmie. Otóż w przeciwieństwie do faszymu - socjalistyczna propaganda Nas dzisiaj bawi. Jest głupia, podatna na pastisz, od Barańczaka (do czasu “Widokówki z tego świata”) po Bareję (”Uśmiech dziecka nagrodą za trud wychowawczy”). Co w takim razie zrobić z tzw. “ewangelizacją”? Fakt, czasami (bardzo czasami) przybiera on wysublimowaną formę, ale co zrobić z “cudami w Sokółce”? Toż Ewangelo-propaganda, Stonka ziemniaczana ala Catholica :)

  15. Jarosław napisał(a):

    kw radziłbym jednak zmienić ton, wszak nie mówimy tu o “pudelkowym” wydarzeniu, ale czymś, co jest bardzo głęboko przeżywane przez wielu ludzi, którzy nie czytają Faktu i nie wchodzą na pudelka.

  16. kw napisał(a):

    Masz rację, Jarosławie, to tak jakbym się nabijał z kogoś chorego. Bardzo to cyniczne z mojej strony, wybacz. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że nosiciele tego wirusa mnie wkurzają, a nie cierpiący…

    Ustawiłeś mnie do pionu. Tak mnie jakoś rozśmieszyło, gdy usłyszałem o pewnej Pani Doktor albo Profesor, która zaczęła szukać cząsteczek krwi i… je znalazła. Dziś wieczorem z kolei, wraz z Pawłem Kukizem zastanowię się nad kwestią, czy Antychryst już się zjawił i dlaczego był to Stalin.

    A propos “Faktu” i mojego braku proporcji w komentarzach! Kiedyś, dawno temu, gdy nie było jeszcze czegoś takiego jak “Fakt”, jedynym brukowcem (oczywiście nie licząc “Wyborczej” - dodam to od siebie, żeby nikt pod moim wpisem nie musiał) był niejaki “SuperExpres” (istnieje jeszcze?). Wyryła się w mojej pamięci jedna okładka tegoż szacownego periodyku. Była na niej twarz jakiejś kobiety z otwartymi ustami i zakrwawionym językiem, a czerwone litery wywalone mamucią czczioną wrzeszczały z tejże okładki: “Hostia zamieniła się na moim języku w krwawiący kawałek ciała!”

    Teraz pytanie: czy ta okładka obrażała czyjeś uczucia religijne? Czy może moja - niezawodna w tym względzie pamięć - obraża czyjąś delikatną jak woalka wiarę? Nie odpowiadaj, proszę… Chciałem tylko obalić Twoją teorię o rzekomym antagoniżmie między prasą brukową a “Wie!-Rzą!-Cy!-Mi!”. No, ale teraz przekroczyłem już chyba wszelkie granice, nie?

    Zamilknę zatem i nigdy już na tym blogu nie wypowiem się na tematy bezpośrednio związane z religią. Wszystko to na wypadek, gdyby ludzie “którzy nie czytają Faktu i nie wchodzą na pudelka”, a przy okazji (niewątpliwie!) przeżywają ten najważniejszy cud w historii chrześcijańskich objawień - czytali też regularnie i namiętnie blog Jerzego Sosnowskiego.

    (Jezu! Tak się przeraziłem, że aż mi serce zaczęło jak koliber trzepotać!)

  17. Piotr W napisał(a):

    Witam!
    Dziękując za przemiłe słowo parę wyjaśnień.
    Powołując się na Zygmunta hrabiego Krasińskiego(Nie – Boska komedia), czy Cypriana Kamila Norwida (Socjalizm) czy obowiązkiem jest trzymać się tezy, że socjalizm może wspaniale współgrać z nauką chrystusową?
    Czy dzisiejszy chrześcijanin początku XXI wieku ma prawo uważać że socjalizm to (według wskazań wieszcza)wynalazek szatana? Czy może to myślenie to według młodzieżowego slangu ,,obciach i wiocha”.
    Pan Jerzy podał swoje przykłady (skądinąd znakomite i cenne) podpierając je wysoką intonacją (pewnie w przypływie emocji) Ale czy współczesny chrześcijanin może podać podobne, może niekiedy równie trafne i cenne. Sam jestem takim, który każdego dnia zdaje tysiące pytań często nie znajdując odpowiedzi albo z zebranego materiału probuje zbudować własne, niekiedy liche i bylejakie.
    Czy można zatem uważać, że tego typu spory są nierozstrzygalne, bo można powiedzieć i napisać milion pięknych słów a linia frontu nie przesunie się nawet o metr, co o ludziach w miarę myślących ,( by się wydawało tylko) dobrze świadczy?
    Czy sąd, że socjalizm to piękny wynalazek oświeconego umysłu nie jest tyle samo wart, co diabelski wynalazek dla nas współczesnych (idąc za myślą C. K. Norwida, że Pyton – stary to ucieleśnienie Szatana zrzuconego na ziemię wedle wskazań św. Jana z jego Apokalipsy).
    Chrześcijanin w takiej sytuacji musi się głowić, martwić i trudzić, ale czy można zabrać mu prawo do tego typu wątpliwości?
    Tezę, że nie można pogodzić socjalizmu z nauką chrześcijańską, opieram(przynajmniej probuję i może nie tylko ja co budować winno bo nie zostawia samego na tym polu) oprzeć na tezie czy da się pogodzić wynalazek Jezusa Chrystusa z wynalazkiem szatana?
    Może to głupie, prymitywne, śmieszne zaściankowe, niekosmopolityczne, ale taki sąd w narodzie zapewne też istnieje, nie wiem czy taki sąd chce poddawać pod rozwagę rozgłośnia z
    Torunia?
    Znalazłem dziś ku tej okazji skądinąd znakomity wiersz Mariana Piechula zdaje się z 1939 roku zatytułowany Jeńcy. Oto jego dwie strofy:
    […]
    W ich melodii marł pod szrapnelami
    Jakub Szela i Czaruś Baryka
    a ,,pospólstwo” walczyło z czołgami
    na przedpolu warszawskich barykad […]

    Motłoch hrabio ,nadciąga grzmią bruki,
    gnój po polach rozwożą pegazy.
    Zważ: historia swej cennej nauki
    nie powtarza nikomu dwa razy.

    Czy może dlatego że historia powtarza się zawsze jako farsa? (tu moje i nie tylko moje zdanie)

    Gdzie tu miejsce swoje znajdziesz drogi chrześcijaninie, czy w obozie hrabiego Henryka w okopach Świętej Trójcy, czy w obozie wielkich przywódców Jakuba Szeli i Cezarego Baryki. Jak dobrze (a może zupełnie niedobrze albo bardzo źle znaleźć)odpowiedź na to pytanie.

    Pytania, które postawiłem pewnie
    wykroczyły poza dociekania RM, słucham tej rozgłośni rzadko(wiedze religijną czerpiąc z innych mediów), nie znaczy że lubię,tylko dlatego, żeby mieć własne nieskrępowane zdanie na temat RM , a nie tylko takie które podają wielkie media na temat tej rozgłośni, z opiniami rzecz jasna w kluczowych kwestiach się nie zgadzając.
    Wiele trudu trzeba tu okazać, żeby znaleźć przeczytać zrozumieć i uwierzyć, a niebo (dla nas chrześcijan, jakby się wydawało ) może stać otworem. Wszystkim, którzy próbują w ten sposób wnioskować dużo sił i cierpliwości bo nagroda wielka i cenna. (w niebie rzecz jasna)
    Z okazji minionego wczoraj dnia nauczyciela wszystkim nauczycielom byłym, teraźniejszym i przyszłym dużo sił, cierpliwości i wytrwałości w dźwiganiu kaganka (a może kagańca) oświaty. Bo nauczyciel co chyba coś więcej (jak mi się wydaje)niż krzyczący związkowiec ZNP czy Solidarności”. Bo napewno coś więcej, bo to w jednym magicznym słowie i ,,na „ i ,,uczy” i ,,ciel”
    Dziękuję i pozdrawiam, przepraszając innych komentatorów za chyba już 4 wpis w tym temacie.
    Piotr W

  18. Biber napisał(a):

    Witam,
    skądinąd profesor Bogusław Wolniewicz od lat bardzo pozytywnie wypowiada się o państwie Izrael.
    Poza tym to jeden z najwybitniejszych, żyjących filozofów polskich - szczęśliwie prowadzi znów zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim.

  19. Ariel napisał(a):

    KW: ROTFL! A Panu Jarosławowi radzę, żeby uważnie obejrzał okna w swoim mieszkaniu. Jak wiadomo Matka Boska szczególne sobie upodobała niedomyte szyby i często się na nich pokazuje. Kiedy ujrzy Pan stosowny zaciek i poleży Pan przed nim kzryżem (myślę, że nie wypada leżeć krócej niż 24 godziny), niech Pan niezwłocznie pobiegnie do najbliższego kościoła z oczami w słup i pobożnym śpiewem na ustach. A wtedy rozdzwonią się wszystkie dzwony i cały świat dowie się, że Najświętsza Panienka w swojej niezmierzonej łasce znowu poblogosławiła Naród Wybrany!

  20. Jerzy Sosnowski napisał(a):

    Kilka odpowiedzi:
    @Biber
    Nie wiem, skąd wiadomość, że prof. Wolniewicz “wypowiada się pozytywnie o państwie Izrael”. I nie wiem, co to ma do rzeczy, skoro przytoczona przeze mnie jego wypowiedź wyczerpuje znamiona wypowiedzi antysemickiej - bez dwóch zdań. Że jest wybitnym filozofem - ma Pan rzecz jasna prawo do takiego poglądu. Co do mnie, parokrotnie w życiu miałem okazję słuchać jego wypowiedzi (po raz pierwszy w 1986 roku, gdy jeszcze nikomu się nie śniło o RM, a profesor był młodszy) i za każdym razem miałem wrażenie, że mówi rzeczy nieprzemyślane (wyrażam się tak łagodnie, jak tylko umiem).
    @ Piotr W.
    Dziękuję za odpowiedź (po raz drugi, bo chyba możemy ujawnić, żeśmy tymczasem wymienili maile). Przypomnę tylko, że moja riposta na Pański głos była przeciwstawieniem się mocnej tezie, że socjalizm zawsze sprzeciwia się chrześcijaństwu. Teza słaba, że istnieją nurty w socjalizmie, które są z chrześcijaństwem w sporze, wydaje mi się oczywista. Czy w tym stanie rzeczy chrześcijanin XXI wieku ma prawo uważać, że socjalizm to generalnie wynalazek szatana? Moim zdaniem: ma prawo w tym sensie, że nie można nikomu zabraniać sądów mało wnikliwych, natomiast jeśli ceni sobie widzenie świata w całej jego komplikacji, to takich uproszczeń powinien unikać…
    @kw, Ariel, Jarosław
    Zdaje się, że jutro o 19:00 w kanale Religia.tv będzie emitowana dyskusja wokół sprawy cudu (?) w Sokółce, w której wziąłem udział. Chyba niezbyt często zdarza mi się zgadzać z komentarzami Jarosława, ale tym razem owszem: ton wpisów kw i Ariela też mnie nie zachwycił. Dobrze jest, oczywiście, bronić się przed postawą naiwną, ale mam zabawne wrażenie, że doniesienie o obserwacji UFO, yeti w Tatrach itd. z jakiegoś powodu nie wywołuje takiego wybuchu wściekłych drwin, jak niewyjaśnione zjawisko związane z religią - i uważam ten brak symetrii za SYMPTOMATYCZNIE NIESYMPATYCZNY :)
    Pozdrowienia i ukłony - JS

  21. kw napisał(a):

    O ile pamiętam, żaden polityk w ostatniej kampanii wyborczej nie odwoływał się do elektoratu wyznawców Yeti oraz UFO. Kiedy ostatni raz przechodziłem obok Uniwersytetu, nie było tam wydziału Yetilogicznego, a UFOlogia - o ile mi wiadomo - nie ma swojego Instytutu na Wydziale Fizyki. Co prawda nikt nigdy nie udowodnił naukowo nieistnienia UFO, więc może powinniśmy żonę premiera (albo prezydenta - nie pamiętam) Japonii dopuścić do debaty publicznej jako autorytet moralny?

    Ludzie nie przechodzą od dziecka (pomińmy tu amerykańskie filmy) UFOańskiej indoktrynacji, która mogłaby sprawić, że na każdy “znak” obecności pozaziemskiej cywilizacji padaliby plackiem na polu kukurydzy.

    W przypadkach innych niż wyżej opisane, kiedy pojawiają się jakieś “niewyjaśnione zjawiska”, znaczna część społeczeństwa ma tendencje do brania ich, jeśli nie poważnie, to przynajmniej z lękliwym szacunkiem. Inaczej przecież nie można! Niektórzy zresztą, tak jak Pan, Panie Jerzy, mają na tyle klasy, że nie nabijaliby się nawet z ludzi wierzących w Yeti i UFO. Ale o ich uczucia przecież nikt nie dba, więc nawet taki szacunek jest psu na budę, bo żadnego lobby nie są w stanie stworzyć. Czy ktoś próbowałby dzisiaj napisać, powiedzmy, powieść skupioną na tematyce UFOańskiej? Jedna noblistka napisał kiedyś co prawda “Wołanie do Yeti”, ale to było dawno…

    Przepraszam za mój SYMPTOMATYCZNIE NIESYMPATYCZNY komentarz. W przyszłości będę miał do wiadomego tematu przynajmniej taki szacunek, jaki mam do atakujących nas w każdych “Faktach”, “Wydarzeniach” i “Wiadomościach” informacji o Yeti i UFO. A z ludzi chorych na głowę nie będę się już nigdy - solennie przysięgam - cynicznie nabijał! Tak mi dopomóż Yeti. Mama mówiła: “Nie śmiej się z innych, bo sam tak będziesz miał”.

  22. Ariel napisał(a):

    Przepraszam za symptomatyczną niesympatyczność. I zgadzam się w pełni z ostatnim wpisem KW. Nikt jakoś nie zgłasza przypadków obrazy uczuć UFO-logicznych albo Yeto-logicznych.

  23. rww002 napisał(a):

    Ateiści będą tworzyć w piekle grupę tzw. “Zaskoczonych” :)

  24. Lech Mucha napisał(a):

    Wróciłem przed chwilą z kina. Obejrzeliśmy z moim dziewięcioletnim synkiem film pt. „Odlot”. Przed filmem, chcąc nie chcąc obejrzeliśmy serię reklam. Tak ze 25 minut… Około 30% z nich reklamowało słodycze. Gdybyśmy wierzyli w te reklamy, musielibyśmy uznać, że świat robi się lepszy w chwili zjedzenia „KINDER BUENO”, szczęście można przeliczać na ŻELOWE MIŚKI i nie istnieje nic prostszego, niż namówić kogoś na PRINCESSE, bo jest tak pyszna i zdrowa, że nic jej się nie oprze!
    Tuż przed wyjściem do kina czytałem komentarze i opinię KW na temat Ewangelo-propagandy i „katolickiej” stonki, co wywołało u mnie pewne przemyślenia..
    Mówić, pisać, słuchać o cudzie (?) ( ten znak zapytania to dlatego, że nie wiadomo jeszcze czy to był cud, czy też żart głupiego ministranta), to – zdaniem KW objaw choroby umysłowej, na który „normalny”, zdrowy umysłowo człowiek może zareagować tylko wykrzykując w słusznym oburzeniu słowo na „k”. „Indoktrynacja” katolicka – musi skończyć się chorobą umysłową. W porównaniu z tym, namawianie dzieci od wieku przedszkolnego, do jedzenia bez opamiętania słodyczy, to na prawdę mały pikuś, wszak grozi tylko otyłością, cukrzycą, chorobami układu krążenia, oddychania, zwyrodnieniem stawów biodrowych i kolanowych i próchnicą zębów. Ale przynajmniej takie społeczeństwo, jak się naje cukierków od wczesnego dzieciństwa, to zdrowe na umyśle będzie…
    ” O tempora, o mores…”
    P.S. Drogi KW, ja jako chory umysłowo, tzn. praktykujący katolik, ośmielę się odmówić przy najbliższej okazji w Twej intencji „zdrowaśkę”, miałbym tylko jedną prośbę, czy zechciałbyś w swych listach nie powoływać się na Zmartwychwstałego? („Jezu! Tak się przeraziłem, że…!”) Nie dlatego, żebym uważał to za jakoś obraźliwe, czy coś takiego, tylko myślę, że to hipokryzja jest…

    P.P.S.
    Myślę Panie Jerzy, że nie jest sztuką postawić diagnozę, w sprawie RM, którą Pan postawił. Sztuką jest zaordynować jakiś lek…

  25. kw napisał(a):

    Mogę się powoływać na kogo chcę, a zwłaszcza używać takich apostrof, na jakie mam ochotę. Nie ma w tym grama hipokryzji. Jeśli wszelkie tknięcie przez osobę niewierzącą kultury religijnej lub religijnego języka uważa Pan za hipokryzję, to nie mamy o czym rozmawiać.

    W swoich modlitwach proszę mnie nie uwzględniać - albo inaczej: proszę podczas rozmów ze sobą samym wymawiać mój internetowy nick tak często, jak ma Pan na to ochotę, ale nie rozgłaszać tego publicznie z dewocyjnym zadęciem.

    Cóż, wyciąganie tutaj reklam słodyczy jest w pewnym sensie znamienne. Nie wierzysz w Zmartwychwstałego? Kwestionujesz naukę Kościoła?
    Na pewno jesteś członkiem lobby czyniącego z dzieci ociekające tłuszczem, diabetyczne istoty. Proszę wybaczyć, ale mimo całej barwności opowieści o wyprawie z dzieckiem do kina - używa Pan w tym momencie argumentu tak bezpłodnego, że prawie - o Jezusie Maryjo! - spadłem ze stołka…

    Typowe jest również przyjmowanie przez Pana postawy cierpiętniczej (”jako chory umysłowo, tzn. praktykujący katolik, ośmielę się odmówić przy najbliższej okazji w Twej intencji „zdrowaśkę”, miałbym tylko jedną prośbę”). Nie wydaje mi się, żeby czynienie z siebie kozła ofiarnego (chorego umysłowo, praktykującego katolika) i opowiadanie, jak to się Pan modli za wszystkich swoich “nieprzyjaciół”, którzy ośmielają się mieć inne poglądy niż Pan - możnaby już zaliczyć do tzw. naśladowania Chrystusa.

    A skwituję tak: wysyłanie ateistów do diabła, kierowanie ich do kotła “zaskoczonych” to kolejny przykład jałowej quasi-religijnej retoryki i typowej w naszym kraju publicystycznej łatwizny. Do jakiego to niby kotła wy traficie? Czy po pięciotysięcznej wizycie w kościele, tzw. wiara i tzw. dokryna nie budują w waszych mózgach przypadkiem pewności co do waszych pozagrobowych losów? (Na to pytanie proszę szczególnie sobie samemu odpowiedzieć)

    Muszę pod koniec przyznać, że temat cudu w Sokółce uszedł już mojej uwadzę. Czym bowiem jest niewinna wiara w niesamowite zdarzenie wobec dyrdymałów Terlikowskich i Pospieszalkich tego świata? Jakiegoż to spustoszenia może dokonać w umysłach (i duszach, a jak!) swoich wiernych prowincjonalny proboszcz, w porównaniu z doktorem teologii, który z tępotą pierwszego sekretarza i uporem producenta batoników dla dzieci opowiada publicznie o rzekomej “naturalności” i oczywistości prawd religijnych?

    Dziękuję jednak bogom nieznanym, że nie mieszkam w kraju teokratycznym. Zawsze mogę nie włączać telewizji i nie słuchać Piotra Kraśko (Kraśki), który najpierw opowiada o Dniach Papieskich, potem o Popiełuszce (mord oczywiście potępiam, ale upolitycznienie tej śmierci jest oczywiste), a następnie jako wielkie wydarzenie podaje bilans ofiar śmiertelnych rządów krwawego dyktatora Zapatero w Hiszpanii. Z materiału zrozumiałem tyle, że większość hiszpańskich kobiet (prócz tamtejszych obrończyń życia) z wielkim upodobaniem dokonuje aborcji w ósmym miesiącu ciążu (dla zabawy, czy jak?)

    Ciekawe swoją drogą, dlaczego z ateistycznych Czech nie otrzymujemy żadnych doniesień o samosądach na katolickiej mniejszości. Dlaczego ten bezbożny naród wybrał niejakiego Klausa, który tak podoba się naszym “eurorealistom”. Świat jest skomplikowany, a cuda naprawdę się zdarzają - to może być Twój kraj, a nawet Twoja szyba w oknie!

  26. Faryzeusz napisał(a):

    http://www.polityka.pl/cudu-ciag-dalszy/Lead121,1830,304857,18/

    Dopiero teraz się doinformowałem o co w tym akurat cudzie chodzi (ogólnikowo zresztą).
    Racjonaliści chyba mają prawo w cud nie wierzyć i informować prokuraturę o znalezieniu szczątek zmarłego człowieka i domagać się wyjaśnienia sprawy przez prokuratora?
    Poza tym jeśli cud został celowo sprokurowany, to można podejrzewać próbę oszustwa - wyłudzenia pieniędzy od wiernych.

  27. Paweł napisał(a):

    Do Pana kw:
    Jako praktykujący ateista zdecydowanie przeciwstawiam się forsowanej przez Pana niezwykle nudnej wizji świeckiego świata. Jedyną rozrywką zdaje się być w nim bowiem oświeceniowy, szyderczo-wolteriański dydaktyzm. Owszem, Boga nie ma, ale mimo to sama koncepcja jego istnienia jest znacznie ciekawsza niż wynikałoby to z Pańskiej wypowiedzi. Więcej - dlaczego wnioskuje Pan, że jeśli Boga nie ma to i cud zdarzyć się nie może? Cóż to za prostackie mniemanie! Dlaczego nie chce być Pan ateistą, podtrzymującym świadomość, że świat jest na tyle rozchybotany, że a nuż zdarzy się i pójść do piekła? Dlaczego woli Pan zwykłą, nudną i powszechną ziemię? Czemu dokonuje Pan na sobie bolesnej operacji zawężania wyobraźni? Proponuję Panu powrót do Pascala i świadomy wybór innej niż autorska opcji w jego sławnym zakładzie. Jak mówi Nowosielski - prawdziwy ateista to rzadkość.
    Pozdrawiam serdecznie.

  28. rww0002 napisał(a):

    @kw

    Mam wrażenie, że miotasz się trochę w tej dyskusji.
    Możesz, jak to butnie stwierdziłeś, powoływać się na kogo chcesz, cytować kogo chesz, słuchać lub nie Kraśki, wierzyć lub kpić z historii w Sokółce, tylko bądź tak miły nie opluwać wszystkich wokół, którzy nie podzielają twoich poglądów.

    Wzruszyło mnie podniesienie żartu to rangi “quasi-religijnej retoryki” i mam wrażenie, że wyruszyłeś na swoistą krucjatę przeciw ośmielającym się wierzyć lub rozważać swoją wiarę. Proponuję nabrać trochę dystansu - szczególnie do siebie. Postrzeganie świata w formie czarno-białej jest naiwne, a bywa niebezpieczne.

    Pozdrawiam

  29. kw napisał(a):

    Ok - ostatecznie kończę ten wątek! (skoro go zacząłem, mam do tego prawo)… A z Panem Pawłem się zgadzam - życie jest zbyt krótkie, żeby być tuzinkowym.

    Znajomy opowiedział mi kiedyś dowcip.
    Pewien facet jedzie sobie w dwudziestoleciu międzywojennym pociągiem. Wsiada do przedziału, a tam dwóch, prawie identycznie ubranych rabinów. Po jakichś czterech godzinach jazdy w ciszy facet nie wytrzymuje i pyta jednego z nich:
    - Panowie, dlaczego tak milczycie? Czemu nie rozmawiacie? Przecież wykonujecie ten sam zawód…
    Na to jeden z rabinów:
    - Bo On Wielki Rabin, co wszystko wie i ja Wielki Rabin, co wszystko wie. No i o czym tu rozmawiać?

  30. Klon_Pacewicza&Pawel napisał(a):

    Witam,

    Przeczytalem panskie “uzasadnienie” i niniejszy cytat z Michnikowszczyzny RAZ-a, coz, wydaje mi sie, ze pasuje jak ulal:

    Główną bronią michnikowszczyzny pozostało wykluczanie. Cały jej język pojęciowy nastawiony jest na - przepraszam za przemądrzałe słowo - stygmatyzowanie. Jej czołowe pióra wyćwiczone są w strącaniu pomiędzy potępionych, jej zapaleni wyznawcy oczekują jasnej, wyraźnej etykiety, kto jest nie nasz, kogo nie czytać, nie słuchać i nienawidzić. Styl myślenia i publicznego działania ludzi ze środowiska “Gazety Wyborczej” i “Polityki” kształtował się w histerycznej walce o to, aby na myślenie Polaków nie uzyskali wpływu endek-antysemita, klerykał i jaskiniowy antykomunista.

    Klaniam sie,

    KP&P

  31. Jerzy Sosnowski napisał(a):

    @Klon_Pacewicza&Paweł
    To ja też się “podeprę cytatem”:
    “Jeśli rozdrażnimy konkurenta, możemy się liczyć także z wsadzeniem nas (za karę) do jakiejś szufladki. (…) Chodzi najczęściej w takim zabiegu o odebranie adwersarzowi indywidualności, sprowadzenia go do poziomu żołnierza jakiejś większej armii, który nie ma własnego zdania, a jedynie powtarza argumenty wymyślone przez innych”. (Piotr Legutko, Sztuka debaty czyli jak się nie dać, Kraków 2009, s.131-132; nota bene z autorem będę rozmawiał w dzisiejszym, tzn. wtorkowym, Klubie Trójki).
    Czyli - tym razem używając wzniosłego cytatu, bo z Pisma, oczywiście nie w celu samoubóstwienia (co zaznaczam, bo nie mogę chyba liczyć na dobrą wolę Szanownego Interpretatora): “Jeżeli źle coś powiedziałem, udowodnij mi, a jeśli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (J 18, 23).
    Ukłony - JS

  32. Jarosław napisał(a):

    A już myślałem, że z Ryszardem Legutko… No ale pomarzyć sobie można.

  33. Paweł Rodak napisał(a):

    Jakoś tak ostatnio nie wtykałem tutaj mego wśibskiego nosa :), ale teraz poczytałem wypowiedzi dyskutantów i… ochota na komentarz również mi odeszła, szczególnie po przeczytaniu wypowiedzi dyskutanta kw (głównie chodzi o ton i styl, jest to sprawa smaku). Co zabawne, chcąc nie chcąc, również zabrałem tym samym głos w dyskusji.

    Chciałem tylko odnieść się do wczorajszej dyskusji w Trójce. To jest coś, za co cenię Pańskie audycje: spokojna dyskusja, bez podnoszenia głosu - przerywanie wypowiedzi jest procederem rzadkim i zwykle uzasadnionym, z reguły dyskutant udziela odpowiedzi na pytanie, a nie wykonuje piruety dookoła sedna, jak rosyjska łyżwiarka figurowa. Szkoda, że nie poruszyliście Panowie jeszcze jednego grzechu - to jest właśnie uciekania od odpowiedzi w czasie dyskusji. Ja nawet nie z powodu słownych pyskówek i ciągłego przerywania nie oglądam debat między politykami i publicystami (pod względem temperatury dyskusji ci drudzi powoli doganiają polityków). Unikam oglądania gadających głów na tej czy innej stacji po prostu dlatego, że niczego w czasie takiej dyskusji się nie dowiem. Każdy z dyskutantów przychodzi z żelaznym zestawem zdań, które musi zaserwować, niezależnie od pytań jakie padną i niezaleznie od tego, jak potoczy się dyskusja. “A publika łyka, łyka” taki manewr. A przecież w normalnej sytuacji tracimy zaufanie do osób, którzy nie udzielają odpowiedzi na pytanie. Myślimy “kręci, albo nie wie”. W wypadku polityków ta myśl pojawia się tylko wtedy, gdy na przykład:
    a. mówi Palikot, a ja sympatyzuję z PiSem
    b. mówi Gosiewski, a ja głosuję na PO.

  34. Biber napisał(a):

    Dzień Dobry,

    tu znajdzie Pan głos Wolniewicza, broniącego Izrael
    http://www.youtube.com/watch?v=UXWbBpyGLEs
    Zgadzam się, iż wypowiedzi Profesora są kontrowersyjne, ale zarzut, że są nieprzemyślane uważam za chybiony. Jest to jeden z nielicznych profesorów filozofii, którego wywody charakteryzują się spójną, racjonalną argumentacją.

    Pozdrawiam,

Dodaj komentarz

(komentarze zawierające odnośniki zostaną usunięte)