Powrót do sieci
Przez ponad trzy tygodnie nie miałem dostępu do internetu. W tym czasie:
przeprowadziliśmy się (za tym jednym czasownikiem kryje się cała długa opowieść, którą nawet zacząłem pisać, ale jakiś epos bohaterski mi zaczął się wyłaniać, więc może kiedy indziej…);
w nowym mieszkaniu namówiliśmy Leokadię na wyjście spod łóżka (już po pięciu godzinach, więc uważam, że kocina sprawiła się dzielnie);
po przeprowadzce ogarnęliśmy nową przestrzeń prawie całkiem;
rozpoczęliśmy nieskończoną odyseję po urzędach, jak to w przypadku zmiany adresu;
odzyskaliśmy telefon, telewizję, internet (przez ten czas narobiły mi się Potworne Zaległości Korespondencyjne, będę je Rozładowywał jeszcze przez jakiś czas, za co PT Autorów maili do mnie bardzo przepraszam);
wbrew pozorom pracowaliśmy oboje, jak zawsze (no, prawie);
do księgarni trafiła „Instalacja Idziego” a ja na parę godzin do Krakowa, na Targi Książki;
udało nam się złapać infekcje, pozbyć się ich i solidarnie złapać je powtórnie (to się nazywa zgrane małżeństwo…).
Na razie tyle.
(Wpis powyższy nie jest, wiem o tym, szczególnie ekscytujący, ale czuję się nieco zużyty).
14-11-2009 o godz. 14:52
E tam, że nie jest fascynujący. Zaglądałem tu z niecierpliwością kiedy się Pan pojawi no i jest Pan
Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia.
14-11-2009 o godz. 17:30
Witam.
Jak to dobrze znowu tu pisać, bo ta nuda stawała się nieznośna. Teraz trzy rzeczy, w sprawie których piszę ten komentarz.
1. Z trzy tygodnie temu, jak pamiętam rozstaliśmy się nie ukończywszy z grubsza dyskusji rozpoczętej po Pańskiej publikacji we ,,Więzi”. Na pański onetowy adres wysłałem list, z moim spojrzeniem na problem. Jeśli hurtowo nie wykasował go Pan jako spamu to proszę, choć w skrócie odnieść się do niego. Dlaczego wysłałem go na tamten adres, a nie tutaj też zaznaczyłem w tym liście.
2. W tym czasie było kilka dobrych ,, Klubów Trójki”, w Pana prowadzeniu. Nie wszystkie chyba słuchałem, pochwalę chyba środową o Zygmuncie Krasińskim i Delfinie Potockiej, z audycji której można było więcej się dowiedzieć niż na wykładach z literatury romantyzmu.
Ale w innej sprawie. Z 3 tygodnie temu prowadził Pan program dotyczący 20 rocznicy śmierci Jerzego Kukuczki, jak dobrze pamiętam ze wspinaczami czy alpinistami. Próbowałem dobić się do audycji z listem oraz telefonicznie, niestety nie udało się, a chciałem zadać pytanie, które chyba nie padło a które mnie bardzo nurtuje. Oczywiście od gości nie dowiem się odpowiedzi na nie, ale może Pan, bogatszy w jakąś tam wiedzę odpowie mi na to pytanie. Mianowicie: jaki jest stosunek alpinistów do Pana Boga? Jak wiadomo w historii świata szczyt góry to było miejsce magiczne, miejsce, gdzie rozmawia się z Bogiem, kontempluje, medytuje. Na szybko przytoczę takie postaci jak Mojżesz, Chrystus, czy z naszego podwórka ,Kordian. Wspomieć też góry Tabor, Arrarat, Synaj, Mount Blanc i inne bo jest ich pewnie więcej. Jak się Panu wydaje, czy dla alpinistów ważny jest Bog, czy nieistotny, jak jest z wiarą w Niego wsród tej grupy. A może tak samo jak w każdej pasji obciążonej wysokim ryzykiem, będę wdzieczny z pare słów.
3. Czy wydaje mi się, czy nie pojawia się już pan w TVP Kultura?
Już spieszę podzięką za odpowiedzi.
Miłego
Piotr W
14-11-2009 o godz. 18:19
Zaglądamy tu wszyscy co parę godzin.
14-11-2009 o godz. 21:54
Panie Jerzy
nie dotarłam do Krakowa, bo dopadła mnie grypa. “Instalację” miałam przeczytać jednym tchem, ale jak zobaczyłam, jaka jest gruba, zabrakło mi tchu. Zostało mi jeszcze kilkanaście stron i już żałuję, że się kończy. Gratuluję i już czekam na następną.
15-11-2009 o godz. 10:54
Welcome back! Serdeczne pozdrowienia dla Leokadii. Narażamy naszych mniejszych braci na straszliwe stresy, a oni znoszą je wyjątkowo dzielnie.
16-11-2009 o godz. 10:53
No to czas na kolejny odcinek poetyckiej Biblioteki…
16-11-2009 o godz. 14:20
Super, że Pan wrócił. Bardzo stęskniłem się za grafomanią, która uprawia tu Pan z taką maestrią. Też pozdrawiam Leokadię.
16-11-2009 o godz. 15:17
A ja Idziego zanabyłem i - choć wyczekany - odłożyłem na stoliczek, gdzie poczeka na taki czas, który zapewni należną i należytą wyłączność. Dzień i noc, bo książka gruba. Szkoda rozmieniać święto, które raz na kilka lat wypada, na parę (-naście) minisesji przypadkowych. Czekam więc cudu:-)) - czasowego.
16-11-2009 o godz. 21:32
A ja nabyłem, przeczytałem prawie “jendym tchem”, bardzo mi się ta lektura podobała i zrobiła na mnie duże wrażenie. Odnajduję w sobie katolika podobnego do Waldek, na szczęście nie po tak dramatycznych przejściach, ale o podobnych podglądach.