Kołobrzeg i „Kołobrzeg”

    Między jednym a drugim kołobrzeskim spotkaniem, krążąc po kołobrzeskich ulicach, spotykając się z Kołobrzeżanami – tyle dobrej energii, prawdziwie energetyczna kąpiel – notowałem sobie tak (trochę w pamięci, a trochę w notatniku oprawnym w krecią skórkę, jaki już dość dawno sprezentowała mi Ukochana):
    „Tak to ten” jest nie tyle powieścią kołobrzeską, ile okołobrzeską. Mówi poniekąd o Kołobrzegu, ale krążąc około niego. W ten sposób intensyfikuje chyba tylko powszechne zjawisko, zwyczajny odruch każdego z nas. Otóż przeważnie mówiąc o tym, co się zdarzyło, inkrustujemy nasze relacje tym, co zdaje nam się, że się zdarzyło, a też tym, co wmawiamy sobie, że się zdarzyło, i tym, co – jak wiemy – się nie zdarzyło, ale powinno było się zdarzyć. Bo ludzki świat ma charakter teatralny, pół-fikcyjny. Jest wyłożony gąbką fabuł i materacami słów, jest pełen znieczulających spektakli, wzruszających monodramów i wzniosłych scen grupowych.
    (Naga prawda, odarta z tych wmówień i uzupełnień, byłaby zapewne nieludzka, anty-ludzka. Tak się nieraz obawiam. Zwłaszcza po zmroku).
    A rzeczywistość na te kreacje, na tę aktywność naszych wyobraźni reaguje jak żywy organizm. Czasem wchłania te nasze fikcjonalne protezy, otorbia nasze inwencje, anektuje je i obrasta, a czasem cofa się przed nimi jak, nie przymierzając, draśnięty nieostrożnie czułek stułbi. O: zaledwie opisałem budynek na wydmach jako Radiooberżę, coś rozebrało go pospiesznie.
    Choć, rzecz jasna, myśląc tak, przypisujemy sobie zbyt wielką moc. Nigdy lub prawie nigdy nie ma w takich razach związków przyczynowo-skutkowych, w najlepszym razie jest tylko synchroniczność, czyli „akauzalny znaczący zbieg okoliczności”. Wypowiadanie się o świecie nigdy nie osiąga skuteczności magii. I chwała Bogu: człowiek przecież przestałby pisać, zamilkłby, znieruchomiał, przytłoczony bezmiarem odpowiedzialności.

*

    Robię ten wstęp, ponieważ chcę znowu pokazać kilka fotografii Kołobrzegu. Są to jednak co najwyżej „notatki do powieści”: akcja książki nie rozgrywa się przecież w przedstawionych miejscach, lecz w jakichś innych, bardzo podobnych (kopiach? reprintach? powidokach?). Niby w Kołobrzegu, ale jednak w „Kołobrzegu”. Możecie więc Państwo obejrzeć zdjęcia bez obaw, że Waszą wyobraźnię zamierzam sparaliżować.
    A propos: niedawno zaprzyjaźniona Internautka opowiedziała mi, jak zwiedzała warszawską Wolę według opowieści z mojego „Wielościanu”. Bardzo mnie to uradowało, ale wątpię przecież, żeby chodziła po Woli z „Wielościanem” przed oczami; tak naprawdę chodziła po „Wielościanie” z Wolą przed oczami, i to pewnie nie po moim, lecz po własnym „Wielościanie”. W „Tak to ten” rozgrywa się pod koniec książki scena z mandarynkami, dziś tak ją właśnie rozumiem: że bardzo rzadko nie rozmijamy się, opakowani szczelnie w swoje światy.
    Co powiedziawszy, zapraszam na pogranicze realności i fikcji.
    Najpierw wejdziemy do „Casablanki” (Z biura w ratuszu wystarczyło przejść na drugą stronę rynku i nawet po pewnym czasie [Czyżyk] uzyskał przywilej przesiadywania tu w godzinach pracy…):
Casablanca wejscie

    A w środku nie byłem w stanie sfotografować malowidła, pod którym wyobraziłem sobie monolog Jacka Myszora po rozstaniu ze Stellą, bo miałem tylko bida-aparat w komórce, a malowidło przedstawiające Bogarta z Ingrid Bergman było tak doświetlone reflektorkami, że zamiast twarzy aktorów, cóż, że mało podobnych, na zdjęciu pojawiały się białe plamy. Ale za to pokażę inną ścianę, vis à vis półokrągłej sofy zaraz za filarem:
Casablanca sciana

    Teraz idziemy w okolice muzeum wojska, gdzie za płotem stoją Ił-21, Lim, haubice i T-34, a nad wszystkim wnosi się maszt oraz wieżyczka z działem, wymontowana z niszczyciela „Burza” (budynek z gablotą, w której leżą rzeczy wydobyte z wraku fokewulfa, znajduje się na zdjęciu w głębi po prawej stronie):
muzeum

    Teraz będzie pomnik Zaślubin z Morzem (w „Wielościanie” opisany jako Pomnik Bez Głowy – zrobił na mnie wielkie wrażenie, gdy miałem trzy lata): lewa [noga pomnika], która ma obrazować poczet sztandarowy, i prawa, niby płachta sztandaru spływająca aż do ziemi, a nad nimi […] drzewce:
pomnik

   …Była prawdziwie listopadowa pogoda. Molo kamienne, zresztą w przebudowie, otaczały zwełnione fale (na zdjęciu gdzieś w prawo od główki mola jest to miejsce, skąd wyłowione szczątki fokewulfa):
port

    A molo spacerowe – ta dosyć niepokojąca konstrukcja… Taki most znikąd, umożliwiający tamtym powrót na nasz brzeg – było zupełnie puste:
molo centralnie

    Ono jednak w lepszej pozostawało formie niż Morskie Oko, gdzie niegdyś spotkali się na tarasie Ursula i Otto…
Morskie Oko

    Te sterczące z piasku drewniane kikuty na pierwszym planie – to resztki fundamentów głównego korpusu kawiarni, który przewrócił się po którymś sztormie na początku lat dziewięćdziesiątych, któremu pozwolono się przewrócić. Z tyłu zaś widać dawne kabiny kąpielowe, przerobione potem na pokoje dla fanatyków plaży…
kabiny

    …nie pojmował, jak w tych klitkach mógł kiedyś widzieć symbol niewyobrażalnego luksusu.
    Zygmunt Klon, którego rozmyślania tu przypominam, pracuje w sex-shopie przy ulicy Dubois. To jedno z miejsc, których nie sfotografuję. Jest, jest. Wyobraźcie sobie Państwo, że gdzieś w tych kamieniczkach (tak naprawdę znajduje się gdzie indziej, niż to opisałem):
Dubois

    Nie będzie też (zaglądam do zamówienia, ukrytego wśród komentarzy do wpisu „Tak to ten – fotoalbum”) bitewnej fotografii z liściem klonu. Ani „Jutrzenki Rzeszy”. Ulica, nazywająca się przed wojną Roonstrasse, wygląda dziś tak:
Roonstrasse1
Roonstrasse2

    Na tym ostatnim zdjęciu żółta ściana po lewej stronie należy do sanatorium dziecięcego „Słoneczko”. Ale czy ktoś mógł ze świadomą lub bezwiedną ironią w budynku „Jutrzenki” zainstalować „Słoneczko”? Ursuli w każdym razie, i słusznie, zdawało się to idiotyczne.
    Jest jeszcze „Stella”. A właściwie (też) jej nie ma:
Stella

    Dawniej kawiarnia zajmowała większą część pawilonu, również lokal, gdzie sprzedaje się dziś „Kamienie świata”, z wejściem na prawym skraju fotografii. Skurczyła się tymczasem do lodziarni z jednym okienkiem. A taksówkarz, pomagający Ursuli, musiałby dziś zaparkować dokładnie na znaku drogowym. Stał ten znak trzydzieści lat temu, czy nie?…
    W każdym razie trzydzieści lat temu w miejscu, gdzie dziś wznosi się plebania – w cieniu katedry – władze komunistyczne postawiły (z intencją jawnie szyderczą) toaletę publiczną. Z ulgą więc mogłem ulokować księdza Kakadu gdzieś w budyneczku po lewej:
plebania

    Kołobrzeg, jako się rzekło, był po ludzku ciepły, lecz atmosferycznie wilgotny i chłodny. Wiały wichry, których na śródlądziu właściwie nie znamy. Chowam notatnik w kreciej skórce do torby. Znowu Warszawa, korki, pospieszne tempo życia.

12 razy skomentowano wpis “Kołobrzeg i „Kołobrzeg””

  1. misiek-st napisał(a):

    >> Nie będzie też (…) bitewnej fotografii z liściem klonu. Ani „Jutrzenki Rzeszy”.

  2. Aga napisał(a):

    Notatnik w kreciej skórce??… Hmmm…

    ;-)

  3. Łukasz Saturczak napisał(a):

    Casablanca…mhm……..
    ………jest we Wrocławiu taka restauracja, nazywa się “Pod papugami”, tam jest dopiero klimat…nad barem Bogart (manekin oczywiście), wszędzie plakaty filmowe (Sabrina, Śniadanie u Tiffany’ego, Ptaki, Przeminęło z wiatrem…) orkiestra na żywo, widok z okna na Rynek, białe wygodne krzesła i stoliki…
    …gorąco polecam.

  4. tio napisał(a):

    Ach jak szkoda, że nie mogłem być na spotkaniu z Panem! Piękne zdjęcia. Ja to bym sobie zażyczył zdjęcie bagiczowego dębu. Jeżeli w końcu uda mi się kupić samochód (a to wcale nie takie łatwe) to sam się tam wybiorę.
    Wracam do lektury :)

  5. maciejh napisał(a):

    Wielkie dzięki. A i tak tam pojadę. Pozdrawiam.

  6. marta napisał(a):

    W Warszawie sklep Burberry z placu Trzech Krzyży(chociaż to dobry adres) powinien zostać przeniesiony na plac Zbawiciela :-) Dzięki za “Tak to ten”!
    Pozdrawiam z dwukropkiem myślnikiem i nawiasem.

  7. bejbi120 napisał(a):

    w kołobrzegu a szczegulnie w senatorjum i pawilon 3 jest super radze wam tam przyjechac ja byłam i jest zajebiscie. dowiecie sie ciekawych zeczy, miejsc i tp. jak tam juz pojadziecie to pozdrówcie odemnie PIGUŁY

  8. bejbi120 napisał(a):

    tam jest bosko nastempny turnus jak bendzie to tez bendzie z moiom kolezanka w 3 pawilonie. zycze powodzenia

  9. hill napisał(a):

    tam ja mieszkam i jest tak pięknie mam sczenScie że mieszkam w moim piEknym kolobrzegu

  10. Andrzej 2003 napisał(a):

    byłem tam w słoneczku zajebiscie jest w san pozdro:D

  11. Ashir napisał(a):

    lol cytuję: “Te sterczące z piasku drewniane kikuty na pierwszym planie – to resztki fundamentów głównego korpusu kawiarni, który przewrócił się po którymś sztormie na początku lat dziewięćdziesiątych, któremu pozwolono się przewrócić.”
    Chyba ktoś trochę za słabo zna historię Morskiego oka, jak pozwolono się przewrócić?? Trzeba być debilem żeby pisać takie teksty, Morskie zostało po prostu rozebrane ze względów bezpieczeństwa… boże zanim coś napiszesz to zastanów się i zaczerpnij informacji co piszesz i o czym… szkoda słów…

  12. Jerzy Sosnowski napisał(a):

    @Ashir
    Akurat teraz (koniec maja 2009) “Dziennik” prowadzi kampanię przeciw chamstwu w internecie - więc Pański komentarz jest doskonałą ilustracją, na czym polega problem.
    Bo, jak ufam, nie przyszłoby Panu do głowy używać określenia “debil” w rozmowie bezpośredniej… Zwłaszcza, skoro polszczyzna podsuwa takie sformułowania jak: “sądzę, że Pana wiadomości nie są ścisłe”, albo “mam wrażenie, że niezbyt dokładnie zna Pan okoliczności…”
    A co do meritum: konstrukcja na palach po zdruzgotaniu części z nich doskonale mogła się “przewrócić” i tak mi to Kołobrzeżanie opisali (nie byłem przy tym). Oczywiście reszta została rozebrana.
    Życzę większej subtelności podczas seansów w sieci. JS

Dodaj komentarz

(komentarze zawierające odnośniki zostaną usunięte)