Nietota
Po spotkaniu z okazji wydania “Linii nocnej” podeszła do mnie czytelniczka: kupiła właśnie “Nietotę” Micińskiego (Universitas, Kraków 2002 - pierwsze wydanie od 1910 roku) i liczyła na to, że w dwóch słowach powiem jej, jak tę książkę czytać. Wyłgałem się, tłumacząc, że choć tuż po zakończeniu studiów znałem całe fragmenty na pamięć, ale do tej dziwnej powieści nie zaglądałem od lat i nie jestem w stanie zaimprowizować wykładu. Jednak od tej pory czułem niepokój, bo “Nietota” to dla mnie książka niezwykle ważna, w dodatku ukazała się tymczasem w jeszcze jednej, bardzo ładnej edycji (wydawnictwo tChu, Warszawa 2004) - a pozbawiona przewodnika rzeczywiście może odrzucać.
Dlatego decyduję się tu zamieścić dawny wyraz mojej, nieco bezkrytycznej wówczas, miłości do pisarstwa Micińskiego: opublikowany w roku 1987 szkic, stanowiący wyciąg z mojej pracy magisterskiej. Plotkowano wówczas, że wydanie “Nietoty” z opracowaniem i przypisami ukaże się lada chwila - stąd pełen oczekiwania ton poniższego tekstu. No a za resztę klimatu odpowiada temperament studenta, zachwyconego ekscentrycznym utworem. Mimo wszystko myślę, że jest tu parę myśli, porządkujących wrażenia z lektury wedle klucza całkiem pomysłowego. Próbowałem nawet rzecz poprawić, żebym mógł zrezygnować z niniejszego wstępu. Ale żał mi się zrobiło emocji sprzed lat, które musiałbym stonować. Więc zostawiłem wszystko, jak było; poprawiłem tylko najbardziej upiorne pomysły stylistyczne i numerację stron “Nietoty” dostosowałem do wydania z 2004 roku.
Powrót Arjamana
Wśród lasu mrocznego, więcej niż tysiącletnich modrzewi i limb, wrytych w niewymiernie smutną, rozpaczną, tylko że zazwyczaj nieświadomą ziemię Tatr, szedł Wędrowiec.
(T. Miciński „Nietota”)
1.
Pisał Józef Czechowicz: Kompozycja „Nietoty”, przypominająca dawne silva rerum, mieszcząca w granicach powieści liryczne zaśpiewy i samodzielne opowiadania (…) - czyż to nie metoda Joyce’a? Dziwaczności, z punktu widzenia przestarzałej estetyki wcale niepotrzebne i stanowiące jakieś faux pas poety, a przecież podniesione do godności istotnych składników tej powieści - czyż to nie cień padający wstecz od surrealistów? (…) Czemuż ją tak zapomniano? Czemu tak odstawiono na boczny tor, gdy powinna być czytana przynajmniej tak samo, jak czytany jest po wielokroć Brzozowski czy Artur Górski? [1].
Pytań może i powinno być więcej: osobliwy tekst z 1910 roku, wiodący swój dziwaczny żywot w najciemniejszych kątach wielkich bibliotek, wymyka się z rąk, gdy spróbować uchwycić jego istotę. Drażni niemożliwością zamknięcia w jednoznacznej formule. Intuicyjnym gestem wskazując bieg literackiej awangardy naszego stulecia (Joyce, Robe-Grillet, Cortazar, Sabató), stanowi zarazem cmentarzysko młodopolskiej prozy. Nie jedyny to paradoks dziela, przemawiającego do nas z obszaru aksjologicznych skandali i estetycznych dysharmonii. Czy miejsce to wybrano świadomie, czy Nietota raczej zsunęła się w otchłań, nad którą autor stąpał zbyt tanecznie? Przemieniona w środowiskową legendę polonistów, blisko 80 lat przeleżała na pawlaczu naszej literatury. Dziś wraca do księgarni, wzbudzając stare wątpliwości. Co prawda, skoro znamy Ulissesa, Grę w klasy, książki Buczkowskiego, to w nich możemy upatrywać pouczający wzorzec lekturowy … Tylko - skąd wziąć pewność, że należy sięgać po jakikolwiek pozytywny wzorzec? Może Nietota to rzeczywiście jedynie świadectwo kolapsu zeszłowiecznej struktury powieściowej, śmierć formy? A zbieżność z XX-wieczną prozą to dzieło - przypadku?
Przed laty książka Tadeusza Micińskiego zetknęła się niemal wyłącznie z niechęcią lub brakiem zainteresowania szerokiej publiczności. Zarzucono jej niezrozumiałość, niezborność, uchybianie wszelkim prawidłom sztuki pisarskiej. Druk w czasopiśmie „Sfinks” trzeba było przerwać wobec skarg prenumeratorów, a wydanie książkowe, zawierające gruntownie przepracowaną wersję tekstu, rychło pokryło się kurzem, nie znalazłszy wcale nabywców. Recenzenci jednym głosem twierdzili, że z którejkolwiek strony nie zacząć czytać - nic się nie rozumie i zgodnie upatrywali w tym podobieństwo do… mistycznej twórczości Słowackiego. Nieliczni entuzjaści chętnie przytakiwali temu skojarzeniu, widząc w Nietocie modernistycznego Króla-Ducha i domagając się od czytelników specjalnego typu lektury. Zrozumienie książek w rodzaju „Nietoty” - to ich przeżycie - tłumaczył Tadeusz Nalepiński.
Miejscem, gdzie utwór doczekał się przyjęcia najgorętszego - co nie znaczy wcale: najbardziej pochlebnego - było Zakopane. Naturalnie i tu wzruszano ramionami nad formą, która jednak nie przeszkadzała rozpoznać wsród bohaterów książki powszechnie znanych postaci: Marii Dembowskiej (vel Wieszczki Mary), Stanisława Witkiewicza (Mędrca Zmierzchoświta), Stanisława Ignacego Witkiewicza (ks. Huberta) i wielu innych. Szczególną sensację wywołała sprawa pewnej panny, która nieoczekiwanie dla samej siebie znalazla się w Nietocie jako demoniczna Zolima, uczestniczka Czarnej Mszy. Klucz biograficzny pozostał zresztą na długie lata jedynym kluczem do Nietoty, jaki zdołano wypracować [2], choć wzajemne urazy niebawem poszły w zapomnienie. Czy ich ironicznym podsumowaniem nie jest scena czytania utworu Bunga w młodzieńczej powieści Witkacego?
Dom mój roił się od kabalarek, handlarzy dziewcząt i rajfurów. Na bezcennych dywanach walały się ulicznice z przedmieścia, obiady proszone dawałem dla alfonsów, a z cierpień moich zwierzałem się grubym bykom opitym monachijskim piwem i syfilitykom, parującym rtęcią jak wulkany.
- To zapewne ja i Nevermore - wtrącił baron.
- Jesteś niezmiernie domyślny, drogi Brumelku - odpowiedział Bungo i czytał dalej [3].
622 upadki Bunga są wprost usiane refleksjami z Nietoty - począwszy od przywoływania całych scen, a na cytatach i parafrazach skończywszy. Rzecz jasna, proza Micińskiego nie mogła oprzeć się tak ulubionemu przez Stanisława Ignacego „przedrzeźnianiu”. Jednak „dzieło nieszczęsnego Mitasa” (według sformułowania ojca) musiało na autorze Bunga uczynić spore wrażenie, zwłaszcza w swej warstwie obrazowej, zbliżonej charakterem do marzeń sennych. Tam właśnie tkwią korzenie wyobraźni Witkacego, tam też kryją się zaczątki jego groteskowej stylistyki. Zależność nie sprowadza się do jednorazowego impulsu, nadającemu pęd młodemu talentowi - jak to sugerował przed laty profesor Błoński. Miciński jest stałym mieszkańcem Witkacji, a przeczytawszy uważnie Nietotę, znajdziemy dla filozofii autora Demonicznej kobiety ważny punkt odniesienia.
Najpewniej zresztą ten właśnie związek sprawił, że z biegiem czasu „modernistyczny Król-Duch” nie został całkowicie zapomniany. O ile bowiem w dwudziestoleciu nie wznawiana książka mogła jeszcze liczyć na spotkanie z odbiorcą, o tyle po drugiej wojnie biały kruk bibliotek uniwersyteckich ostatecznie zniknął z obiegu czytelniczego. Jawnie niesprawiedliwa ocena, wystawiona mu przez profesora Głowińskiego (w znakomitej skądinąd pracy Powieść młodopolska) bezpowrotnie zamknęłaby może wieko nad dziełem, gdyby nie rosnące zainteresowanie Witkacym, skłaniające do penetracji obszarów, bliskich „wariatowi z Krupówek”. Trumna pozostała więc uchylona - dziś możemy ją szeroko otworzyć. Będzie to wskrzeszenie? czy ekshumacja?
2.
Był to człowiek już starszy, zupełnie lysy, o długiej szpakowatej brodzie; zagłębiony w tajemnice Wschodu żył tak, jakby Polska była Chaldeją, jej stolica Babilonem, a on sam magiem i kapłanem. Uważał się trochę za proroka i od czasu do czasu wydawał orędzia do narodu. Ale system pojęć, przy pomocy których formułował swoje skądinąd słuszne idee dotyczące narodowego odrodzenia, był zbyt niezrozumiały dla ogółu. Większość poważnie myślących ludzi zaczynała go uważać powoli za szarlatana, a jego orędzia wyszydzane były po wszystkich pismach. Dlatego też Mag garnął się do ludzi młodych, którzy mniej sceptycznie patrzyli na jego społeczną działalność [4].
Tak w osobie Maga Childeryka sportretował Micińskiego Witkacy na kartach swojej młodzieńczej powieści. Z groteskowego kostiumu wyłania się rzeczywistość: autor Nietoty był oryginałem, który do świata 622 upadków Bunga mógł wejść prawie bez retuszu. Nawet w Zakopanem, przyzwyczajonym podówczas do wielu osobliwości, jego sylwetka budziła zdumienie. Jakże mogło być inaczej? Ten entuzjasta wszechstronnego rozwoju człowieka chwalił się, że dla zdrowia nagi wyleguje się na szczytach Tatr i niby faun biega tam w zawierusze. Jego niebieskie oczy, osadzone pod, jak mówiono, najpiękniejszym czołem w całej Europie, spoglądały porywczo, widząc we wszystkich i we wszystkim kryjomą mowę Ducha, przejawy manichejskiego konfliktu. Wewnętrzny żar tego człowieka udzielał się niekiedy innym, wywołując - zwłaszcza podczas licznych odczytów - szczególne efekty. Tak, jeśli wierzyć legendzie, zdarzyło się kiedyś w Krakowie, gdzie Miciński, spóźniony godzinę, wielkim głosem zatrzymał wychodzącą publiczność, a potem, w krasomówczym szale, utożsamił księcia Poniatowskiego - o którym miał mówić - z pochowanym onegdaj pewnym szlachetnym Niemcem, prorokiem gimnastyki rytmicznej. Skłonnościom do tego rodzaju porywów towarzyszył paradoksalny humor, nieposkromiony i namiętny jak one [5]. W ten sposób wieszczba i żart współegzystowały ze sobą, ni to ograniczając się, ni to wzbogacając nawzajem.
Miciński, głęboko zaangażowany w sprawę lepszej przyszłości człowieka i świata, niebezpieczeństwo dla podstawowych wartości widział w powszechnym skarleniu pragnień, wysiłków, dokonań. Maga zastępuje ksiądz, puszcze lepidodendronów przeobrażają się w kępki widłaka wrońca, a rysy przedpotopowych jaszczurów rozpoznajemy w salamandrze…[6]. Zagrożone są zwłaszcza: religia, sztuka, filozofia - strażniczki ludzkiej podmiotowości, ukazujące człowiekowi straszliwą grozę „tego, że jestem” i zarazem odpowiedzialność, przypisaną jego szczególnej, bo świadomej siebie kondycji. Zważmy, iż przekonania te legły u podstaw myśli Witkacego! Autor Nietoty wyznacza jednak perspektywę nadziei: podczas nadchodzącej katastrofy ludzki wybór ma szanse wpłynąć na dalszy bieg Historii.
W oczach Micińskiego taką właśnie okazją do podźwignięcia się człowieka była rewolucja 1905 roku. Pisał wtedy:
Czy wam już serca zgniły, o Wenedzi, nie czujecie, że to nie o ośmiogodzinny dzień pracy, ani o język polski w gminach, ale chodzi o całego człowieka?! [7].
Zdaniem pisarza, rewolucja winna przede wszystkim usunąć tragiczne nieporozumienie między religijną i areligijną wizją świata - znieść rozstaje, na których stoimy. Z jednej strony bowiem: jeśli uznajemy istnienie absolutnego sensu, wówczas sprowadzamy ludzką wolność do alternatywy pokornej afirmacji, oznaczającej zbawienie, lub potępieńczego buntu. Z drugiej: jeśli opowiadamy się za nieograniczoną wolnością człowieka, wówczas relatywizujemy wszystkie dostępne mu prawdy i, tym samym, pozbawiamy go perspektywy transcendentnej. Sens i Wolność - oto imiona drogowskazów, których rozbieżność czyni daremną wszelką próbę całościowego przeobrażania świata. Postulaty bytowe muszą być więc poddane nadrzędnemu celowi: trzeba podjąć mediację między metafizycznym a historycznym, duchowym a materialnym wymiarem egzystencji… Wobec nieobecności tego dylematu w światomości rewolucyjnej, a ostatecznie wobec klęski 1905 roku, Miciński próbuje stworzyć własny program.
Jego fundament - to projekt człowieka, w którym scala się wzorce osobowe Nadczłowieka i Brahmana - będące skrajnymi realizacjami alternatywnych dróg: Wolności i Sensu. Człowiek ów - jak Ubermensch - swobodnie ustanawia w Historii swoją prawdę, odkrywając zarazem - jak Brahman - własną tożsamość ze Stwórcą, którego jest nieświadomym wcieleniem. Absolut, którego ustąpienie umożliwiło ludzką wolność, przenosi się do naszego wnętrza, czyniąc z nas współstworzycieli. Tym samym, Historia okazuje się mozolnym istoczeniem się wielopostaciowego Sensu - walka żywej twórczości z przesłaniającymi ją, spetryfikowanymi „prawdami”.
Miciński kreśli osobliwą, bo pozbawioną dogmatów religię: wielką afirmację wolności - wolności tworzenia. Nietota, czyli - jak głosi podtytuł - Księga tajemna Tatr, wydaje się być Pismem owego szczególnego wyznania. Rolę autorytetu, głoszącego na jej kartach prawdy tej wiary, wyznaczył autor postaci Maga Litwora, wiodącego swego ucznia Arjamana po rozmaitych kręgach polskiego piekła ku ostatecznemu wyzwoleniu. Cóż to jednak za paradoksalny autorytet! Jego przesłanie sprowadza się do zaprzeczenia siebie - każdy przecież stać się musi samodzielnym autorytetem, nie ma religii wyższej nad prawdę serca (s. 361). Toteż Litwor okazuje się w finale emanacją woli samego Arjamana. To jednak nie chroni jeszcze całkowicie przed autorytaryzmem jego słów. Cały tekst musi skłonić się ku czytelnikowi, poddać jego woli, pozwolić mu na skrystalizowanie sensów mocą własnego natchnienia. Dzięki temu powieść o wolności staje się tej wolności uobecnieniem, doświadczalnym terenem swobody.
Czy Miciński zdawał sobie w pełni sprawę z implikacji swego zamierzenia? Wyposażenie czytelnika Nietoty w nieograniczone zgoła prawa interpretacyjne kazało mu odjednoznacznić prawdy, do których sam się przychylał - wśród nich te, które ową decyzję uzasadniały. Ta niewygoda skłaniała do powtórnych prób wyrażenia swych idei. Decyzję przyspieszył zapewne powszechny brak zrozumienia. Czy autor dopiero wtedy docenił społeczną potrzebę dogmatu? W każdym razie niedługo później przystąpił do kolejnego, tym razem zniewalającego odbiorcę, wykładu swojej nauki - bo tak, w moim przekonaniu, wypada odczytywać następną jego powieść - Xiędza Fausta. Doświadczenie wolności, jakie (mimowolnie?) uruchomił w Nietocie, pozostało tymczasem osobliwym precedensem w dziejach literatury polskiej.
3.
Prawie na samym początku Nietoty spotykamy zdanie: Drwię z waszych smaków! (s. 26) - i słowa te, niczym memento, nie odstąpią nas aż do końca książki. Trudno tu nie gorszyć się co krok. Tatry wyższe są od Himalajów, a graniczą z Sybirem; samoloty przelatują obok prehistorycznych iguanodontów, wielkich, jak kościół w Zakopanem; u stóp Ornaku szaleje morze, którego fale przypominają zwał lokomotyw; baron Rabsztyński ma ogon… Zarazem jednak - konwencja serio obowiązuje w szeregu scen i w wielu wypowiedziach lirycznych. Sprawę komplikuje dodatkowo pojawienie się, obok prozy, także fragmentów dramatycznych i poezji.
Nic tu do siebie nie pasuje, w najdrobniejszych nawet fragmentach. Kobieta (…) nie miała pono siły iść - czytamy - więc usiadła między bożym zielem. Chłopy rypnęli ku chałupom (s. 15). Albo: Pierścionek wzbił się parabolą i leciał do wody, błyszczący jak zatrute ślepia bazyliszka. W wodzie klupło (s. 283). Po drodze zaś spotykamy wspaniałą poetycką modlitwę, może jedną z najpiękniejszych, jakie napisano u nas w XX wieku: Wzywam Cię - lecz jesteś już! błagam Cię - lecz oddajesz mi już samego siebie! korzę się przed Tobą, a widzę Cię już u nóg moich… (s. 28).
Doświadczeni w podobny sposób, musimy przezwyciężyć zwątpienie (czy autor nie był aberratem?), wykazać się dociekliwością, zaangażować wyobraźnię. Bowiem pismo nasze jest szyfrowane i sympatetyczne - widzialnym się staje tylko pod skalpelem myśli - i od wpływu Ognia (s. 141). I tylko w takich warunkach ujawnia swój mechanizm…
Językiem Nietoty rządzą dwie zasady, kreujące konsekwentnie tekst pełen wewnętrznych napięć, dysonansów, rozpadlin. Pierwsza z nich sławi przesadę - i każe Micińskiemu z szeregu możliwych wyrażeń wybierać zawsze najbardziej dynamiczne, skrajne, rozsadzane nadmiarem ekspresji. Druga - chwali kontrast i wymaga, by następujące po sobie elementy (kolejne słowa, kolejne zdania, serie zdań) odpychały się od siebie z mocą równą tej, z jaką same opierają się przeciętności. W ten sposób rodzi się stylistyczny spazm, urągający popularnej dyrektywie stawiania czytelnikowi przed oczy wyobrażeń za pomocą przezroczystego języka. Nietota ukazuje go na scenie, nie pozwala przepłynąć ponad nim w nieświadomym śnie o Magu Litworze i Arjamanie; co więcej, chwieje naszym głębokim przekonaniem o służebności języka względem rzeczywistości, udosławniając co chwila metafory - dzięki czemu bohater odsłaniający przed nami Nagą Duszę jest nagi, lisio przewrotny baron nosi kitę… Na naszych oczach ujawnia się sprawcza moc mowy, kreującej świat.
Albowiem świat, w którym żyjemy, to świat znaków - to, co nieznakowe, umyka nam, wydając się nieuchwytne, przelotne, koniec końców: pomijalne. Historycznie zmienne reguły wytwarzania i dobierania znaków - zatem i reguły mówienia - mają zasadniczy wpływ na sposób pojmowania przez nas rzeczywistości. Jej sekularyzacja i sakralizacja, wykorzenienie kulturalne narodu i powrót „do źródeł duszy polskiej” - wiążą się z dobieraniem znaków według odmiennych zasad, z dopuszczaniem do głosu lub wykluczaniem rozmaitych języków, z odpominaniem lub zapoznawaniem tekstów, co oznacza odpominanie i zapoznawanie całych obszarów istnienia. Gdyby piekło mogło się wysłowić, byłoby już zbawione (s. 82)… Przeto starcia wewnątrz Nietoty - przeplatanie wzniosłości trywialnością, baśni wykładem z geologii Tatr, poetyckich rapsodów anegdotami z życia górali - to nie tylko konfrontacje stylistyk, ale przede wszystkim konfrontacje sposobów opisywania i, tym samym, rozumienia świata. Skłócone perspektywy wznawiają spór… Nietota odsłania ich bezpodstawną pychę: każda bowiem zasadza się na geście wyłączenia - co nieuniknione - ale też każda mieni się wszechstronną i wystarczającą. Tymczasem to między nimi dopiero majaczy pełnia, Święte Bezdroże, niezróżnicowane Istnienie, prowokujące wysiłek wyslowienia. Zmierzenie się z nim - oto tragiczne zadanie człowieka. Przerwanie dialogu między poszczególnymi próbami (poszczególnymi systemami myślowymi, poszczególnymi wiarami) strąciło nas w mrok jałowego sceptycyzmu, w grozę alternatywy Wolności i Sensu, czy (powiedzmy to wreszcie) w ziemię Ulro. I tak kryzys poznania i kryzys wartości to kryzys domykających się dyskursów, których słowa stają się stopniowo jak otoczaki wyokrąglone, a jak wulkaniczny tuff - wyżłobione i puste, dzięki nadużyciu ludzkiego jęzora (s. 15).
Nietota jest ksiegą, w której stronnicy rozmaitych światopoglądów (czyt.: niewolnicy rozmaitych światoobrazów) zgromadzili swoje notatki na temat przemiany duchowej Arjamana. Oto jak na palimpeście jest kilka pism - jedno na drugim - tak w „Nietocie” kilka osób, w różnych epokach, bez porządku chronologii ani wypadków, zapisywało swe Mementa (s. 179). Zbiór ów stara się na wyprzódki uporządkować dwóch kronikarzy, z których jeden skłania się ku idealizmowi, drugi zaś jest raczej materialistą. Żaden z nich nie kończy jednak swej pracy; co gorsza, piszący wtrącają się (często bez uprzedzenia!) i komentują, uzupełniają, a nawet przeinaczają świadectwa partnerów. W efekcie czytelnik studiujący tę kronikę, nie może być pewny czegokolwiek i musi sam zaangażować się w spór, orzekając o wiarygodności i porządku kolejnych sekwencji, niektóre zaś - wobec zamarkowanych „uszkodzeń” tekstu - uzupełniając samodzielnie.
Naturalnie, taka budowa dzieła skutecznie zaciera kontury wydarzeń, sylwetki postaci, rysunki pejzaży. Nie jesteśmy pewni, czy Kaligura i Zolima to jedna, czy dwie osoby; jak ma na imię główny bohater (Arjaman lub Franciszek); który z życiorysów Mangra należy uznać za prawdziwy; czy Turów Róg to gotycki zamek, czy też góralska chałupa i tak dalej. Każdej informacji przysługują minimum dwie odmiany: jedna, umieszczona w porządku Mitu o Arjamanie i druga, wzbogacająca Historię o Franciszku. Ta dwoistość - odpowiadająca alternatywie Sensu i Wolności - to zapewne efekt pracy skłóconych kronikarzy… Mit prezentuje się tutaj pełniej, ale racjonalny żywioł Historii może posiłkować się pozatekstowym doświadczeniem czytelnika, żyjącego w zdominowanym przez nią świecie. Tym samym spór przekracza ramy utworu i nabiera doniosłości, żądając od czytelnika światopoglądowej deklaracji.
W taki właśnie sposób rzeczywistość wykreowana skłania się ku odbiorcy; pozbawiona jego twórczej decyzji rozsypuje się w chaos, w absurdalny zestaw izolowanych zjawisk, sprzecznie relacjonowanych przez niewiarygodne osoby. Nie chodzi tu wcale o proste rozsądzenie sporu, opowiedzenie się po stronie mitycznej lub historycznej wizji rzeczywistości, równoznaczne przecież z podjęciem skandalicznej alternatywy. Wynikiem konfrontacji, jaka się tu dokonuje, musi być anarchiczna destrukcja obydwu możliwości, bo - wbrew fundamentalnym założeniom wszystkich, przywołanych w Nietocie światoobrazów, afirmujących Wolność lub Sens - przyznaje się tu każdemu prawo do wy(s)łowienia z Niewyrażalnego Bezdroża jedynie cząstki istnienia. Arjaman jest do pewnego stopnia Franciszkiem. Franciszek jest w jakiejś mierze Arjamanem. Wydaje się, że - skoro poszczególne głosy wzajem sobie przeczą - zebranie mnogości świadectw, zamiast objąć całą Prawdę, okazuje nagle jej nieobecność.
Zatrzymanie interpretacji na tym etapie musiało przynieść wielokrotnie formułowany wniosek, że książka Micińskiego to par excellence dzieło zniszczenia.
A przecież błyska w nim pozytywność; oto ostateczne zrelatywizowanie prawd cząstkowych domaga się od czytelnika działań odnowicielskich - restytucji Prawdy. Zakorzeni się ona powtórnie w istnieniu już nie na mocy obiektywnej (rzekomo) konieczności, ale - indywidualnej decyzji. Przed naszymi oczami toczy się tekst, pozbawiony wiarygodnych sankcji, skandaliczna suma sprzeczności, zdezorganizowany chór głosów, rozmontowana fabuła. Trzeba teraz, samodzielnie, wyznaczyć porządek głosów, miejsc, wydarzeń; wnieść ład.
Sytuacja czytelnika jest tedy modelem pierwotnej sytacji egzystencjalnej. Zza szczątków narracji, zza szczątków krępujących nas światoobrazów, przeziera to, co mowie się zawsze wymyka: Niewyrażalne Istnienie. Stoimy przed jego obliczem, u początku Bezdroża, i musimy wyznaczyć w nim szlak. Bez naszej decyzji, bez naszego aktu świadomości nie będzie niczego: Mitu ani Historii, determinizmu ani indeterminizmu, materii ani ducha, ładu ani chaosu. Wszystko to rodzi się w chwili tworzenia, w boskiej swobodzie - do której prawo, przerażeni ogromem odpowiedzialności, ustąpiliśmy różnym formom transcendencji. A przecież dopiero moment jego odzyskania przywraca nam godność, ujawnia szczególne związki z Niewyrażalnym. Jesteśmy bowiem współistotnym z nim sprawcą rzeczy: ono prowokuje nasz wysilek, który my podejmujemy. Źródło wszystkiego, a więc także naszej świadomości, dzięki niej stwarza światy - wymykając się jej zarazem, wiecznie Inne.
Alternatywa Wolności i Sensu ustępuje przed odkryciem, że Sens objawia się właśnie dzięki Wolności.
Nietota jest zatem powieścią edukacyjną - co wielokrotnie konstatowano. Sadzę jednak, że decyduje o tym nie tyle przedstawienie dziejów edukacji Arjamana, ile równoczesne edukowanie czytelnika, zmierzające do pobudzenia w nim instynktu wolności. Księga tajemna Tatr ma stanowić ćwiczenie, wprawkę dla jego twórczej mocy. Będąc grą literacką, „modelem do skladania”, przedstawia się równocześnie jako księga święta, uobecniająca Bezdroże, z którego bierze się wszelka ludzka aktywność i wszystkie ludzkie światy.
W swoim czasie pewną popularność zdobyła formuła A. Grzymały-Siedleckiego, porównująca dzieła Micińskiego do gruzów rozebranej katedy Notre Dame, na które ktoś wskazywałby, mówiąc: Oto katedra Notre Dame [8]. Wydaje mi się jednak, że z kart Nietoty dochodzi inny głos: Buduj własną katedrę…
4.
Sądzę, że każde odczytanie Księgi tajemnej Tatr - a więc i przedstawione powyżej - musi wywołać opór: to nie ta Nietota, którą napisał przed laty Tadeusz Miciński. Jej istotę wydaje się stanowić ideowa i artystyczna prowokacja, zaproszenie, czy raczej zmuszanie czytelników do współtworzenia. Najdziwniejsza książka, którą mógłbym napisać, jest o tym, czego nie wiem [9] - wyznał jej autor, odbierając nam nadzieję na dotarcie do kanonicznego sensu kreślonych intuicyjnie słów. Stosowny to komentarz do dzieła, które żąda po dziś dzień wysłowienia, kapryśnie i chwiejnie poddając się kolejnym interpretacjom. Witkacemu pokazało się jako jednogłosowa wypowiedź odautorska, pamiętnik liryczny pisarza, stając się w tej właśnie formie inspiracją dla jego twórczości powieściowej [10]. Polskim ekspresjonistom ujawniło z kolei swoją dialogowość: teoretyk grupy Zdroju, Jan Stur, traktuje Nietotę jako impuls dla wyobraźni, samodzielnie rozwijającej podsuwane przez nią watki. Dziś - ta sama książka staje w szeregu dzieł otwartych, „modeli do składania”. Znana jest także interpretacja jungowska, nie zamykająca, najpewniej, listy możliwych odczytań utworu.
Wymienione sposoby lektury, poświadczające swoją rozmaitością szczególny status książki - niejako niedokończonej - zdają się jednak odsyłać do wspólnego źródła. Projektując z zawartych w Nietocie sugestii dyskurs autora lub rolę dla czytelnika, wszystkie interpretacje mówią zróżnicowanymi językami o tej samej parze problemów. Czy to nie stamtąd właśnie emanują wizje, anegdoty, wiersze, majaki wydarzeń i kontury postaci, wypełniające karty Księgi tajemnej Tatr?
Owo miejsce: Miciński zdaje się lękać o ludzki świat, zagrożony brakiem kreacyjności, odwrotem całych społeczeństw od odpowiedzialności tworzenia. Podjęcie tego wątku świadczy o znacznie głębszej lekturze Nietzschego, niż to się zazwyczaj praktykowało: jakże daleko jesteśmy od całego tabunu „mocnych ludzi”, galopujących podówczas przez tereny polskiej literatury! Zarazem jednak, autor Nietoty ostrzega przed sekularyzacją ludzkiego świata sądząc, że całkowita rezygnacja z sacrum musi, prędzej czy później, poddać człowieka ekonomicznym i kulturowym procesom Historii. Zaświaty nam zabrali, a świata nowego nie dali na ich miejsce - poskarży się kiedyś bohaterka dramatu Witkacego.
Przekraczając, na swój sposób, horyzonty młodopolskiego myślenia, Nietota zarazem tkwi w nich głęboko; ambiwalencja ta ujawnia się najpełniej w języku utworu. Manieryczna realizacja obowiązujacego wzorca stylistycznego potęguje jego cechy ad absurdum, stwarzając nową jakość, której zasadnicze rysy - przesadę i kontrast - starałem się opisać. Napięcie jednak spada niekiedy i wówczas trudno nie spostrzec w Nietocie lichej prozy sprzed lat. Braki te płyną poniekąd z rozmachu utworu, mierzącego się z literacką utopią swoich czasów:
Modernizm chce dzieła, które by się stało uniwersalnym, w którym zawarto by przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, które by było architekturą, malarstwem, muzyką i poezją, epopeją, liryką i dramatem; które by połączyło Biblię i Zendawestę, Iliadę i Boską Komedię, historie don Juana i don Kichota, Fausta i Hamleta, Legendę wieków, Komedię ludzką i historię Rougon-Macquartów; w którym by się zlały sacra profanis; które by było naraz religią i kosmogonią, filozofią i psychologią, socjologią i techniką, matematyką, mistyką i poezją, analizą i syntezą; które by było nie tylko kopią natury, ale i naturą samą; które by tak się z nią zlało, żeby znikły granice sztuki i natury - pisał Antoni Lange w rokui 1890 [11]. W istocie Księga tajemna Tatr stara się ogarnąć wszystko, nie ukrywając zresztą całej powagi i całej śmieszności tego zamierzenia. By je ziścić, sięga autor po religie całego świata, mistykę Słowackiego, podhalańskie legendy i mitologie trzech kontynentów, dziedzictwo antyku i historię Polski. Ów beztroski, jakby się wydawało, melanż kultur, tworzy najbardziej charakterystyczną i, niekiedy, irytującą aurę powieści. Trzydzieści wieków tradycji (religii, sztuki) pracuje nad przekonaniem czytelnika, że pan Miciński nie wypadł sroce spod ogona - piekli się współczesny krytyk [12]. Rzecz jednak ma chyba głębsze uzasadnienie, jakkolwiek skłonność do popisu nie musiała być autorowi obca. Otóż swoistą cechą zjawisk religijnych - znaną nam dzięki pracom Mircei Eliadego - jest okresowe odnawianie toposów i rytów, objawiających Absolut. Pozostają one względem niego w permanentnej inflacji, on bowiem jest nieogarniony, one zaś - nieskończenie ograniczone. Stąd - rozmaite sposoby restytucji świętego gestu, stąd - zagarnianie dla potrzeb rytuału wciąż nowych obszarów istnienia. Miciński, pisząc księgę świętą, zastępuje te wysiłki rzucaniem na ołtarz wszystkiego, co przywodzi nam na myśl sacrum i wszystkiego, co nam go na myśl nie przywodzi: pełnię ma objawić pełnia…
Czy takie dzieło było w ogóle do napisania?
5.
Wmyślony w morze rozkrywających się życia tajemnic, Arjaman schodził wąwozem ku światu, obleganemu przez Króla Wężów (s. 362).
To ostatnia scena Nietoty. Kierujący się ku dolinom Wędrowiec stoczył właśnie ostatnią walkę ze swym demonicznym prześladowcą - Mangrem i dostąpił wtajemniczenia, które postawiło go w szeregu Wiedzących. Idzie, mając za sobą widownię tych wydarzeń - zamek Krzyżtopór, umieszczony fantazyjnie na podniebnym szczycie - a przed sobą ziemieę oczekującą wyzwolenia. Nietota nie tai jej imienia: to Polska.
Utwór Micińskiego nie jest wszakże przesłaniem, skierowanym wyłącznie do jej mieszkańców - choć czerpie z tradycji „tatrzaństwa”, idei upatrującej w góralszczyźnie źródła odrodzenia narodowego. Nie jest również, mimo podobieństw, późną kontynuacją romantycznego mesjanizmu. Tę odmienność Księgi tajemnej Tatr, właściwe jej powiązanie problematyki niepodległościowej i ogólnoludzkiej, tak wyraził przed laty Jan Stur: podczas gdy trójca niegdyś byłych wieszczów poczynała od zastanawiania się nad tragedią Polski i poprzez nią dochodziła do wyników ogólno-ludzkiej pielgrzymki, Miciński rzuca się od razu w wir zagadnień arcy-człowieczych. Doszedłszy zaś do kresu, rozumuje: prawda obejmująca świat cały wznosi swe dłonie i nad polskim krajem [13].
Prawda ta - to konieczność odnowienia kontaktu z rzeczywistościa, powrotu człowieka do roli mierzącego się z Istnieniem twórcy. Dopiero porzucenie spetryfikowanych form życia społecznego i religijnego, zerwanie z automatyzmem w myśleniu i działaniu może zaowocować realną poprawą bytu narodowego. Niepodległość będzie następstwem odnowy moralnej jednostek. Miciński ostrzega jednocześnie przed niebezpieczeństwem rodzącej się właśnie kultury masowej: kasyno, groszowa powieść, iluzjon i cake-walk kreują fikcyjny, sielankowy świat, oddalając nas tym samym od rzeczywistego bytu i sprawiając, że ludzkie marzenia stają się nieważkie w konfrontacji z Historią.
Powyższe sądy bliskie są ideom, głoszonym w tej epoce przez Edwarda Abramowskiego, Stanisława Brzozowskiego, a także Stanisława Wyspiańskiego. Swoiście jednak wyznacza Miciński rolę Polski w dziejach świata. Jej mieszkańcy mogą bowiem - dzięki przebywaniu na pograniczu kultur - pośredniczyć między gasnącymi w odosobnieniu cywilizacjami Europy i Azji. Skoro wiedza Zachodu obróciła się w doskonalenie techniki użycia, a pogrążony w kontemplacji Wschód zagubił myśl o czynie - konieczna wydaje się synteza dorobku obydwu światów i stworzenie na podstawie ich najszczytniejszych osiągnięć, wzorców Nadczłowieka i Brahmana, nowego ideału ludzkości. Uzgodnienie materialnego i duchowego wymiaru egzystencji, przezwyciężenie alternatywy Wolności i Sensu - czego Miciński zdaje się żądać od każdego czytelnika swojej Księgi - zrealizowałoby się wtedy również na płaszczyźnie ogólnoludzkiej, przeobrażając oblicze ziemi. W Tatrach - czy może w ruinach Krzyżtoporu - narodziłaby się nowa świadomość i nowe życie, a Nietota spełniłaby swoje zadanie jako zachęta i proroctwo.
Takie są chyba ambicje tej dziwnej książki. Jej lektura ma zaowocować realnie, a skutki obliczone są na miarę wysłowionej Tajemnicy: obejmują serię rewolucji, przekształcających ludzką psychikę, paradygmat nauki, sytuację polityczną i wierzenia religijne całego świata. Wydaje się, że tu właśnie kryje się zasadniczy anachronizm Nietoty: przekonanie, że literatura może tak dalece wpływać na bieg Historii. Miciński staje w szeregu projektantów utopii, choć ogranicza swoje zainteresowania do chwili narodzin nowego ładu, o dalszych dziejach mówiąc krótko: Niewiadome!
Ten więc tekst, nowoczesny i anachroniczny zarazem, pojawia się znowu w księgarniach. Mija właśnie 77 lat od jego poprzedniego, pierwszego wydania, będącego zupełną klęską czytelniczą. Jakie wrażenie zrobi Nietota na odbiorcy z roku 1987? Jaki będzie współczesny powrót Arjamana?
Nie mówmy - nie mówmy - sluchajmy! (s. 7)
Przypisy:
[1] J. Czechowicz, Kontur „Nietoty”, „Pion” 1939 nr 10, (cyt. wg wydania:) Wyobraźnia stwarzajaca, Lublin 1972, s. 256, 258 [dopisek z 2005 roku: nie da się ukryć, że od czasu wojny Górskiego też już się nie czyta, a Brzozowskiego za mało].
[2] por. S. Pigoń, Niesamowite spotkanie literackie (T. Miciński - W. Lutosławski) (w:) Miłe życia drobiazgi. Pokłosie, Warszawa 1964, oraz J.Illg, Niesamowitego spotkania karty nieznane (w:) Studia o Tadeuszu Micińskim, pod red. M. Podrazy-Kwiatkowskiej, Kraków 1979.
[3] S. I. Witkiewicz, 622 upadki Bunga czyli Demoniczna kobieta, Warszawa 1978, s. 57.
[4] tamże, s. 115.
[5] por.: J. Kaden-Bandrowski, Pisarz odświętny, „Wiadomości Literackie” 1925 nr 12.
[6] Wszystkich, których zbulwersowała podobnie wywiedziona genealogia księży, widłaka wrońca, a zwłaszcza salamander, odsyłam do źródla - por. T. Miciński, Nietota. Księga tajemna Tatr, s. 55 [dopisek z roku 2005: tu i w tekście głównym podaję numerację stron według III wydania, Warszawa 2004].
[7] T. Miciński, Fundamenty nowej Polski (w:) Do źródeł polskiej duszy, Warszawa 1936, s. 56.
[8] Podaję za: T. Wróblewska, Recepcja, czyli nieporozumienia i mistyfikacje (w:) Studia o Tadeuszu Micińskim, wyd. cyt. s. 18.
[9] T. Miciński, Fundamenty nowej Polski, wyd. cyt. s. 52.
[10] por.: W. Bolecki, Poetycki model prozy w dwudziestoleciu miedzywojennym, Wrocław 1982 (rozdział: Powieść-worek: Miciński, Jaworski, Witkacy)
[11] A. Lange, Modernizm, „Tygodnik Ilustrowany” 1890, cyt. za: W. Gutowski, W poszukiwaniu życia nowego, Toruń 1980, s. 15.
[12] …a mianowicie J. Błoński, Podróż do Witkacji, „Twórczość” 1972 nr 11 [dopisek z roku 2005: tymczasem artykuł ten został przedrukowany w tomie Błońskiego Od Stasia do Witkacego, Kraków 1997, ale już ze złagodzoną wersją tego zdania].
[13] J. Stur, Trzy dziela Tadeusza Micińskiego (w:) Na przełomie. O starej i nowej poezji, Lwów 1921.
(pierwodruk: “Miesięcznik Literacki” 1988 nr 5)