Odrzucone posłowie
Szukając, co by tu wykasować, żeby odciążyć trochę pamięć komputera, natknąłem się na tekst, który miał się znaleźć jako posłowie w drugim wydaniu „Apokryfu Agłai”. W końcu z niego zrezygnowałem, ale tu niech będzie. Może jakiegoś czytelnika powieści to zabawi…
Nikołaj L. Kamyszkin
CO KRYJE MASKA?
Z twarzy bliźniego płynie zobowiązanie moralne – powiada Levinas. Nagie oblicze drugiego człowieka otwiera i ogranicza. Otwiera, mówiąc: nie jesteś sam. I ogranicza, mówiąc: nie jesteś sam. A jaki jesteś, o tym zadecyduje następna chwila: twój ruch lub bezruch. Słowo lub milczenie. Gest ofiarowania lub gest odebrania. Kontakt, raz nawiązany, nie może zostać zerwany, jakby go nigdy nie było. Spotkanie jest wydarzeniem nieodwracalnym.
To objawienie wymaga jednak wiary. Objawienie bez jakiejkolwiek wiary pozostaje nieme. Człowiek współczesny został zaś odarty z wszelkiej wiary. Bóg nie zamilkł, ale jego znaki płyną w przestworzach jak promień gwiazdy, który nie dociera do przeznaczonej sobie planety. Staliśmy się planetami pogrążonymi w ciemnościach. Już nie tylko niebo zgasło nam nad głową. Także siebie nawzajem widzimy niewyraźnie, coraz słabiej. Nasze twarze, wykrzywione od wysiłku dojrzenia czegokolwiek, zamieniły się w karnawałowe maski. Nasze oczy, wysilone od patrzenia, maski widzą, nie twarze.
Z maski nie płynie zobowiązanie moralne. Maska drugiego ogranicza i otwiera. Ogranicza, mówiąc: pozostajesz samotny. I otwiera, powtarzając treść pierwszego kuszenia: możesz wszystko, jesteś bogiem. Bogiem w pustej przestrzeni, w której każda sekunda unieważnia to, co się stało przed chwilą, skoro poza tobą nie ma innych świadków. Wystarczy, że zapomnisz. Nie ma nic łatwiejszego, niż niewiedza i zapomnienie.
Maska drugiego skłania, by ukształtować ją na własne podobieństwo. Wtedy maska staje się zwierciadłem. Dwa zwierciadła stoją naprzeciwko siebie. Oczekiwanie, by odbiło się w nich coś trzeciego, staje się ostatnią, bezgraniczną namiętnością. Rodzi się namiętność do namiętności, to ona jest tym trzecim, co z wolna wypełnia przestrzeń między zwierciadłami. Eros przestaje być posłańcem – nie ma bowiem osób, pomiędzy którymi mógłby krążyć. Akt miłosny, który winien jednoczyć osoby, przeobraża się w bezradne poszukiwanie własnej tożsamości. Greckim bratem współczesnego człowieka jest Narcyz. Jego starotestamentalnym bratem jest Onan.
Skąd wiesz, że kochasz lub nienawidzisz drugiego człowieka, nie zaś pozór, od wewnątrz niepodobny do ciebie? Skąd wiesz, że z nim rozmawiasz? I, w nieskończonej grze odbić: skąd wiesz, że jesteś sobą, kimś, czyj głos jest czymś więcej, niż echem? To pytania, jakie rodzą się w głębi stanu, w jakim znajduje się nasz świat, świat upadły. Zachodnia filozofia stara się opisać ten stan, używając pojęć alienacji, absurdu, symulakryczności, zapoznając głęboko duchowy charakter procesu, który za to wszystko odpowiada. Nasze dusze odcięte od wspólnoty (sobornosti) marnieją – jak mózgi, odizolowane od bodźców zmysłowych. Zapadają w swoistą odmianę deprywacji sensorycznej. W świecie bez duszy ludzie stają się ciałami, przedmiotami. Jeśli miłość to reakcja fizjologiczna na feromony, wrażliwa Agłaja Jepanczyn musi ustąpić innej Agłai, a złowroga Lilith (Lilka) okazuje się prawdziwą Zofią, Mądrością. Nowy Adam nie jest bowiem niczym więcej, niż kawałkiem przeraźliwie plastycznej gliny, z której można lepić dowolne kształty. Oddać mu trzeba, że przynajmniej – nie umie zapomnieć.
Moskwa, we wrześniu 2005 r.
(z rosyjskiego tłumaczyła Wanda Sawaniewska)