Głosy o „Instalacji Idziego” (1)
(…) Akcję powieści nakręca Waldek Wilkowski, dziennikarz, wielokrotny rozwodnik i jednocześnie katolik po przejściach, który dowiaduje się, że ma syna imieniem Idzi, nazwiskiem Janik (owoc młodzieńczego romansu z pewną Jolą). Co więcej, Idzi nie jest zwyczajnym facetem: obdarzony jest tajemniczą mocą sprawiającą, że w jego towarzystwie bliźni zachowują się inaczej niż zwykle. Z czego on skwapliwie korzysta, wymuszając na ojcu i otoczeniu zadziwiające nieraz decyzje.
Nim jednak Idzi dopnie swego, Sosnowski poprowadzi nas śladem głośnych politycznych afer, uczuciowych rozterek i światopoglądowych dylematów. Nie omieszka zaprosić nas na Mazury, do fikcyjnej miejscowości Mrągasy, w których nastąpi skumulowanie powieściowej intrygi.
Ale po drodze zahaczy o antysemityzm, lewicowy feminizm, Radio Maryja, Jana Pawła II i prawosławie. Już sam wykaz parafrazowanych przezeń autorów wywołuje czytelniczy zawrót głowy: Stanisław Brzozowski sąsiaduje z ks. Czesławem Bartnikiem, Mistrz Eckhart z Magdaleną Środą, a Jerzy Robert Nowak z Michelem Foucaultem. W sam raz na sensacyjny inteligencki epos. Do którego to gatunku Sosnowski ma najwyraźniej słabość. (…) Malując więc społeczne demony w “Instalacji Idziego”, najwyraźniej wie, co robi. Z uciechą dla czytelników, bo czytanie Sosnowskiego to naprawdę wielka przyjemność.
(Mariusz Grabowski: Inteligent w sidłach demonów, „Polska. The Times”, 26.X.2009)
(…) Napięcia nie ma, zagadka polega zupełnie nie na tym czego można się spodziewać. (…) Całość przypomina mi trochę, tak niestety znienawidzone na studiach, powieści strumienia świadomości. Wielostronicowe opisy przemyśleń Idziego, jego rozmów z Panem Bogiem, jego myśli i spostrzeżeń na świat - wszystko to hamuje bieg samej historii, uniemożliwia nazwanie jej wartką. Tak jak i niestety wciągającą. Na dodatek, refleksje Idziego nie są tymi jedynymi. Są tutaj także rozważania życiowe jego macochy, ojca, współpracowników i potencjalnej dziewczyny. A wszystkie maksymalnie rozbudowane i zbyt przeciągnięte. Wielbicielom takich wywodów, pewnie ten swoisty strumień myśli przypadnie do gustu, ale ja niestety do tej grupy nie należę.
W zasadzie nie bardzo wiem jak książkę Sosnowskiego sklasyfikować. To taki trochę moralitet z podłożem religijnym, dywagacja na temat religijnych wolności i nauk kościoła. Stawiane pośrednio pytania co do sensu człowieka we wszechświecie, siły więzi kościelnych czy rodzinnych. Potęgi związku małżeńskiego i spojrzenia kościoła na rozwodników. I jeszcze trochę. Wszystko w zderzeniu z dzisiejszym światem współczesnym, niechętnym narzucaniu reguł, pełnym buntu i pytań o to co większe niż my sami. Bohaterowie Sosnowskiego słabo odnajdują się we własnym świecie. Mają wątpliwości. Pytają jednak nie próbują zmienić tego co się z nimi dzieje. Mimo widocznego niezadowolenia nie próbują zmienić swojego życia. (…) Ciśnie się pytanie, czy według autora takie jest właśnie prawdziwe społeczeństwo. Jeśli tak to mam nadzieję, że nie wszyscy. Bo jeśliby wierzyć słowom autora, chyba nie mamy już wpływu na nic. A gdzie nadzieja, że ktoś może pójdzie pod prąd? Chyba nie można być już aż tak zrezygnowanym.
(Marta Czabała: Instalacja Idziego, www.fabula.com)
(…) W „Instalacji Idziego” pospolitość miesza się przeto z magicznością, fizyczność z metafizycznością, namacalność z iluzorycznością. (…) Sosnowski i tym razem droczy się z czytelnikami, przekonując, że na życie składa się zarówno fikcja jak i konfabulacja. Ale „Instalacja Idziego” nie opowiada jedynie o tym, że katolicyzm jest źródłem cierpień, że jest tym elementem naszej kultury, z którego – by znów odwołać się do odautorskiego komentarza ze strony internetowej autora „Czekania cudu” – „zrobiliśmy hasełko do skrzykiwania politycznych sojuszników… i pałkę do walenia po głowie ludzi, którzy myślą inaczej”. To narracja problematyzująca potrzebę (szeroko rozumianej) wiary i ulegania iluzjom, manipulacjom, wreszcie – zbiorowym szaleństwom. Jako konsekwencję utraty owej wiary widzi – jak sądzę – Sosnowski jedną z głównych przyczyn marnej kondycji moralnej współczesnej inteligencji. (…)
Tym, w co uderza Sosnowski, jest zatem egoizm, nijakość, stawianie na daleko idące kompromisy, akceptowanie tego, co jest sprzeczne z naszymi przekonaniami, czerpanie z wiary tylko tych elementów, które są nam na rękę. Autor „Ach” obnaża potrzebę podobania się wszystkim zawsze i za wszelką cenę. „Chcesz mieć wszystko w życiu. Jesteś pazerny. Nie potrafisz się pogodzić z prostą zasadą, tą najbardziej podstawową: że w życiu trzeba dokonywać wyborów. Chcesz być i szlachetny, i bogaty. I odważny, i roztropny. Mieć naraz popularność i święty spokój. Żeby i ten cię lubił, i tamten. Wszyscy najlepiej”.
Sosnowski nie jest w tym obnażaniu – co oczywiste – oryginalny czy odkrywczy. A jednak „Instalacja Idziego” jest napisana w sposób sugestywny, bowiem ufundowana została na wieloperspektywicznym ujęciu tematu. I mimo iż najnowszą publikację prozatorską Jerzego Sosnowskiego czyta się jednym tchem, to nie mam wątpliwości, że „Instalacja Idziego” stanie się jedną z ważniejszych propozycji wydawniczych bieżącego roku. Jest to bowiem książka, której – mimo usytuowania jej w obrębie paradygmatu tzw. środka – nie sposób zignorować.
(Agnieszka Nęcka: W poszukiwaniu wiary, www.artpapier.com)
Najnowsza książka Jerzego Sosnowskiego to powieść współczesna, moralistyczna i udana tylko w pewnym stopniu. (…) To powieść moralistyczna, bo mamy w niej do czynienia z refleksją nad zjawiskami społeczno-moralnymi we współczesnej Polsce. I wcale nie chodzi o pouczanie. Światopoglądowy pejzaż powieści ma głównie dwie strony: katolicką (dość zróżnicowaną) i nowolewicowo-feministyczną (raczej monolityczną). Jak wynika z końcowej noty, autor stara się wręcz parafrazować co bardziej wyraziste głosy ze sfery publicznej. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby te głosy zostały jakoś pomieszane. Ale nie zostały. (…) „Instalacja Idziego” to, nade wszystko, powieść letnia. Postacie są w gruncie rzeczy dość stereotypowe (pomimo wyraźnych prób ze strony autora, by tego uniknąć), kwestie etyczne – na miarę dzisiejszego dyskursu publicznego, a potencjalny święty nie dość skandaliczny (a przecież wiara to intelektualny skandal). Być może Idzi to po prostu figura wyrzutu sumienia polskiego katolicyzmu, w czasach gdy formuła „katolicyzm otwarty” zanikła na dobre.
(Błażej Warkocki: Letnio, www.dwutygodnik.com)
(…) Relatywizm pozwala nam na krytykę niemal każdej dziedziny życia z religią włącznie. Pisarz, jako osoba wierząca, teoretycznie powinien stanąć przeciwko temu stanowisku (reprezentuje je w książce feministka i przedstawicielka sztuki krytycznej). Nie robi tego, a jeśli już, to nie tak, jak oczekiwałoby od niego wielu współwyznawców, ponieważ nie jest to według Sosnowskiego żadne istotne zagrożenie. Dlaczego? Największa nawet krytyka katolicyzmu nie zabroni mu dalej wierzyć. (…) Pisarz wysyła do czytelnika bardzo jasny komunikat: Może nie podobać mi się relatywizm, ale każdy ma do niego prawo, w zamian ja daję sobie przyzwolenie do powiedzenia, co mi się z kolei nie podoba. W szczególności w kwestiach religijnych, bo to także mój Kościół i nie oddam go w ręce molierowskich świętoszków.
(…) Sosnowski zastosował bardzo sprytny zabieg, umiejscawiając akcję na przełomie lat 2003/2004. Ciągle pojawiają się teczki, machlojki, przepychanki, walka o stołki, problem etyki dziennikarskiej etc. Wszystko nabierze wyrazistości jeśli zastanowimy się, co się w ciągu najbliższych lat stanie. Jednak pragnę ponownie zaznaczyć, że pisarz nie ocenia, ba, sugeruje czytelnikowi niewiele. Ociera się o wielką politykę nie po to, aby skrytykować konkretny rząd (chociaż (…) uniknąć się tego całkowicie nie dało), ale żeby pokazać aktualność takich archaicznych w dzisiejszym świecie pojęć jak wiara, prawda, czy wolność w końcu. (…)
Brakuje mi czegoś w tej pozycji. Nie ma w niej tak wciągającej fabuły, jaką miał „Apokryf Agłai”, gry z czytelnikiem spod znaku „Tak to ten”, świetnej konstrukcji „Prądu zatokowego” czy klimatu „Linii nocnej”. Wątpię w ogóle, czy Sosnowski miał ambicje stworzyć coś nowatorskiego i wcale nie jest to zarzut z mojej strony. „Instalacja Idziego” ma ważniejsze cele (jakkolwiek trywialnie to zabrzmi) niż zachwycanie czytelnika niebanalną narracją. To ważny głos we współczesnym dyskursie na tematy najważniejsze. To manifest głoszący hasła typu: Jeśli wydaje ci się, że masz stuprocentową rację, na pewno jesteś szalony.
(Łukasz Saturczak: Trudno nie wierzyć w nic, „Lampa” 2009 nr 11)
(…) Rzecz w tym bowiem, że Idzi – owo dziwadło wyrwane spod matczynego klosza i wrzucone w tłum „normalsów” – to superczuły detektor i akcelerator prawdy. Wystarczy jego obecność, by z ludzi zaczęły spadać zasłony obłudy, a budowane przez lata twierdze samooszustwa jęły walić się w gruzy. Idzi wchłania cudzy ból, cierpienie, krzywdę – zasysa ten brud świata niczym buddyjska pustka albo… odkupiciel. Problem w tym, że społeczeństwo wprawdzie fundamentalnie potrzebuje takiego mistycznego odkurzacza, ale jednocześnie go odrzuca niczym nieudany przeszczep…
Powieść Sosnowskiego nie boi się kwestii najwyższej wagi. Pisze się tu o granicach wolności, społecznej i osobistej, oraz o konfliktach wywołanych przekroczeniem tych granic. Mówi się o tym, że współczesna narracja religijna się zużyła i że być może należałoby poszukać nowej – nie przez przypadek Idzi ma w sobie siłę o mocno dalekowschodniej inspiracji. O ile właściwie czytam ten tekst, pojawiają się też w książce Sosnowskiego iście reformacyjne zarzuty o kupczenie Bogiem, a także wątek gnostycki (…)
„Instalacja Idziego” to – najszerzej ujmując – mocna proza napisana przez człowieka zatroskanego współczesną duchowością. Szkoda tylko, że tak wiele miejsca Sosnowski poświęca gadającym głowom (które zresztą często mają swoje odpowiedniki w naszej rzeczywistości), przedstawiającym swoje stanowiska. Powieść traci przez to niekiedy tempo i wikła się w publicystykę.
(Piotr Kofta: Akcelerator prawdy, „Kultura”, dodatek do: „Dziennik. Gazeta Prawna”, 13.XI.2009)
(…)Idzi - to przecież święty Franciszek - albo sam jego wzór. Wokół niego wersje co najmniej kilku postaci znanych choćby z Fioretti. Wersje to chyba za dużo, raczej odblaski, jak przystało na instalację, ledwie aluzyjne. Złożona z nich instalacja mówi więcej, czy mniej? Przekracza granicę? Szanuje wstyd i powraca za zasłonę?
**
(…) Jednym z elementów instalacji są postacie wnoszące w nią impresje o polskim świecie katolickim. Jak to w instalacji - obiekty muszą w końcu gdzieś leżeć, w jakimś zasięgu się poruszać. Instalacja oczywiście nie dorównuje życiu, ale jednak uważam ją za znacznie subtelniejszą i bardziej odkrywczą niż socjologiczne referaty. Jeśli przyglądając się instalacji można ustalić, jaka diagnoza z nią harmonizuje - to Sosnowski trafnie rzuca szczególne światło na te miejsca, w których teraz coś się dzieje. Mam tylko wrażenie, że ten właśnie świat wpasowany jest w instalację jakby trochę po dziennikarsku. W moim odbiorze Jacek Cz. (brat Teresy) niespodziewanie wymyka się schematom, łączy w sobie sprzeczności (jak to wszyscy robimy).
**
Idzi. Mam poczucie, że znam jego asteniczną sylwetkę. Może nie tak dosłownie Idzi, ale takie rysy pojawiały się gdzieś na horyzoncie. Instalacja bez Idziego nie byłaby żywym dziełem sztuki, tylko uproszczonym przybliżeniem jakichś kolei losów. Idzi jest jak szpachelka mieszająca dziwny ekstrakt. Rzecz w tym ekstrakcie. Ale bez mieszadełka, bez osi nie byłoby substancji unoszącej instalację. W rzeczywistości zdarza się - choć i to może instalacja? - że po chodniku toczą się mandarynki (jak w “Tak, TO TEN”). Rzeczywistość poddaje się. Ktoś w niej coś dla nas instaluje - Idziego? Może nie tylko.
(Halina Bortnowska: Instalacja z ech i przebłysków, halinabortnowska.blox.pl)
Zobacz dalszy ciąg Głosów - tutaj.